Przesympatyczna niespodzianka :)

Muszę, muszę się …

Muszę, muszę się pochwalić niespodzianką jaką dzisiaj otrzymałam od "moich" Maranciaków 🙂

Niedawno na forum dobiegła końca zabawa- Wymiana Wiosenno- Wielkanocna.

Wzięło w niej udział 70 osób. Album z wymiankowymi pracami można obejrzeć TUTAJ

Ja początkowo postanowiłam zrobić jakiś drobny upominek, po skończonej zabawie, dla osoby, której praca najbardziej wpadnie mi w oko. Wybór byłby bardzo trudny, bo wszystkie prace zasłużyły na nagrodę 🙂

Ostatecznie uczestnicy wymianki zadecydowali a ja temu pomysłowi przyklasnęłam, że niespodzianka należy się Ilonce, która całą wymianę zorganizowała 🙂

Niespodzianka poleciała do Ilonki i byłam pewna, ze temat wymiany można uznać za zamknięty…

Tymczasem…

Dzisiaj listonosz dostarczył mi ogromniastą kopertę. Zaintrygowana co też w niej znajdę czym prędzej się do niej dobrałam 🙂

Znalazłam spory pakunek owinięty ślicznym świątecznym papierem.

Pakunek zawierał… mnóstwo (dokładnie 70) kartek świątecznych, wiele spośród nich wykonanych ręcznie, prześlicznych.

Karteczki zawierały wzruszające życzenia i wiele, wiele ciepłych słów. 

Okazuje się, że uczestnicy wymianki zmówili się i postanowili zrobić mi taką wspaniałą niespodziankę 🙂

Takiego prezentu jeszcze nigdy nie otrzymałam, prześliczny i płynący z tak wielu serc- DZIĘKUJĘ!!!

kartki

Stół- normalnie całkiem spory, okazał się za mały 🙂

kartki

kartki

kartki

kartki

kartki

kartki

Wśród tych karteczek są haftowane różnymi technikami, są zdobione frywolitką, szydełkiem no różne, przeróżne i jak widać na fotkach nie tylko karteczki dostałam, ale też śliczne ubranka na jajka 🙂

Niespodzianka tym bardziej miła, że kompletnie nieoczekiwana, czyli stuprocentowa niespodzianka 🙂

Pochwaliłam się i zmykam, ale zanim zniknę, to pokażę co teraz dłubię.

wzór

wzór

Co to dokładnie będzie i dlaczego napiszę w kolejnym wpisie, choć prawdopodobnie większość z Was odgadnie już po tych fotkach 😉

 

Chociaż kawałeczek…

… drucianego …

… drucianego sweterka musiałam zrobić, niewiele, ale tak mnie do tych drutów ciągnie, że łojjjj 😉

 Pomiędzy frywolitkami postanowałam zrobić przynajmniej guziki do tego sweterka, tzn. obrobić szydełkiem pierwsze lepsze guziory, które mi w łapy wpadły.

Skoro guziki już się ulęgły, to wypadało je przyszyć, bo co by było, gdyby moja kota je podprowadziła 😉

Trzeba mieć chyba nie po kolei w łepetynie, żeby przyszywać guziki do swetra, którego jeszcze nie ma :)))

Podciągnęłam sweterek do wysokości, na której już powinny pojawić się rękawy. Zrobiłam około 2/3 rękawa z prawej połowy przodu i…. wróciłam do czółenek.

sweterek

sweterek

Bardzo fajnie się dłubie tego bąblowca.

Mam nadzięję, że po dodaniu "futerka" jeszcze zyska na urodzie.
Właściwie mogłam od razu robić to futerko, ale nie lubię jak zbyt wiele kłębków mi dynda, więc tylko zostawiałam miejsce na pliskę futrzaną i później oblecę dookoła tą włóczką Rio.

Wracając do frywolitek, poza powtórkami powstało coś takiego-

frywolitka

Czysta improwizacja w celu pozbycia się resztek czarnej nici na czółenkach, teraz nawijam już białą nitkę 😉

wisiorek frywolitkowy

frywolitka

wisior

wisior

Trzymajcie kciuki, czeka mnie teraz kilka nie lada wyzwań i frywolnych i nie tylko 😉

Wyróżniam…

Oj…, oj… miało …

Oj…, oj… miało być na drugi dzień a ja wśród tych czółenek i koralików o Bożym świecie zapomniałam 🙁

Już się poprawiam i podaję listę blogów, które postanowiłam wyróżnić-

Świat Urszuli

Łaciato mi…

Cała ja…

Blog anais

Na poddaszu

Moje meble – nocami dłubane

My scrap world

Wszystkie te blogi tworzone przez ludzi z pasją z przyjemnością odwiedziłam, będę nadal odwiedzać i do odwiedzania zachęcam 🙂

Gratuluję a wszystko, co o tym wyróznieniu wiedzieć należy przekazałam w poprzednim wpisie 😉

Teraz zmykam do dalszego plątania.

Nie mam czego pokazywać, bo niby toto nowe, ale przecież już znane 🙁

frywolitka kolia

frywolitka wisior

Zmykam do czółenek, bo wołają.

Poza tym zostałam pozbawiona myszy przez moją kotę- zamiast myszy leży koło mnie kawał kociszona i mruczy (mysza pod Kizią gdzieś skulona o ile całkiem nie została wyciepnięta za biurko…)

*** (najlepszy tytuł, gdy nie wiadomo co wpisać w to pole :)))

Przede wszystkim- …

Przede wszystkim- ślicznie dziękuję za wyróżnienie, które otrzymałam od e-lucyny 🙂

Obrazek od razu tutaj grzecznie i z radochą wklejam-

Warunki, które nominowany powinien spełnić, również wrzucam-

Zasady przyznawania wyróżnienia:
– na swoim blogu umieszczamy logo Kreativ Blogger, oraz informujemy, kto przyznał wyróżnienie
– nominujemy 7 blogów lub więcej do nagrody i podajemy link każdego z tych blogów
– informujemy wyróżnionego o nominacji w komentarzach na jego blogu.

Pozostało teraz tylko się zastanowić i … wybrać…

Ponieważ nie jest to takie łatwe, blogów, które zasługują na wyróżnienie jest bardzo dużo i większość z nich już takie wyróżnienie otrzymało, więc ostateczną decyzję odkładam do jutra 😉

***

Tymczasem nawiążę do tematu, który poruszyła na swoim blogu Dagny. Chodzi mianowicie o "prawidłowy" sposób przerabiania oczek na drutach.

W sumię powtórzę, to co wpisałam u Dagi w komentarzu.

Jeśli chodzi o druty, to jestem samoukiem, nigdy mnie nie interesował sposób, który prowadzi do celu a jedynie sam cel, czyli to jak gotowe oczka/ścieg powinien wyglądać.

Sama szybko skapowałam, że jednakowy wygląd oczek można uzyskać na kilka sposobów. Stosuję wszystkie te sposoby w zależności od nastroju 🙂

Najczęściej oczka prawe i lewe robię tak, jak pokazałam to w mojej szkółce

Na całe szczęście, na tych fotkach nie widać jak trzymam nitkę :))) Niejeden by padł, gdyby to zobaczył 🙂

Szydełko również trzymam na odwyrtkę, jednak czy to ma jakieś znaczenie???

Liczy się efekt i staranność wykonania robótki.

Gdy mam taką fantazję, to robiąc rzędy w ogóle robótki nie odwracam i szydełkuję czy drutuję drugą ręką 🙂
Wówczas- dotyczy to głównie szydełka- widać gołym okiem różnicę w tak wykonanych rzędach i ścieg wygląda ciekawie.

Tak jak napisałam w komentarzu u Dagi- to nie ma znaczenia czym i w jaki sposób tworzymy, to co tworzymy.
Czy artysta namaluje obraz ręką, czy stopą, czy trzymając pędzel ustami. Dłoń czy stopa jedynie pośredniczą w drodze do celu.

Niesamowitym przeżyciem było dla mnie usłyszeć i zobaczyć grę na gitarze stopami. Z tego co pamiętam był to koncert dla Jana Pawła II…

Wystarczy mieć talent, chęci i niesamowitą silną wolę by coś takiego osiągnąć nie mając rąk.

Czy ktoś będzie w takim wypadku rozważał poprawność metody czy raczej zachwycał się tym co słyszy?

To tyle dygresji…

Nadal trzymam się czółenek i nadal czarno-czerwono mi przed ślipiami-

stan na wczoraj-

w trakcie

Dzisiaj komplet już skończyłam i zabieram się za kolejny.
Ten wisior widoczny bokiem na fotce, to też powtórka.

Granatowy wyszedł tak-

frywolitka

Tęsknię już za drutami, tymbardziej, że mam coraz więcej niesamowitych pomysłów.

Uważny obserwator może zobaczyć pewne nowości na moim blogu 🙂

Dodałam podgląd ostatnich tematów z forum, poza tym można sprawdzić kto tutaj zagląda, fajnie wygląda to w widoku mapy 🙂

O gustach, guścikach i inszych inszościach :)

Znowu kilka dni …

Znowu kilka dni siedziałam jak myszka pod miotłą.

Po pierwsze czuję się bylejako, ale to już u mnie chyba normalka. Wszak już około 20 lat temu usłyszałam od lekarzy w szpitalu, że mam polubić chorobę i już. Minęło już sporo tych latek a ja jak moich przypadłości nie lubiłam, tak i nie lubię dalej a wręcz z wiekiem coraz gorzej się wściekam na wszelkie dolegliwości.

Po drugie plączę nitki i wyprawiam czółenkowe hocki-klocki.
Troszkę zaczyna być nudnawo, bo zostałam zmuszona do kilku powtórek szczególnie tego czarno-czerwonego kompletu a powtórek nie lubię- lubię improwizację i ciągłe zmiany 😉

Skończyłam już też oczywiście granatowy komplecik ze Swarovskim, którego fragmencik pokazałam w poprzednim wpisie, skończyłam jeszcze jeden komplecik w tych kolorach- obróżkę z kolczykami.

Jednak dzisiaj niczego nowego pokazywała nie będę.

Miało być o gustach….

Parę dni temu ubawiłam naszą Kath, podsyłając Jej linka do blogu, na którym ktoś wychwala pod niebiosa najbardziej zwariowaną z moich bluzeczek.

Ponieważ moja angielszczyzna jest jaka jest- coś tam rozumiem ze słowa pisanego, reszty się domyślam, coś tam niegramatycznie nawet skrobnąć mogę, za Chiny jednak dźwięku w tej mowie nie wydam i na ucho nie kapuję kompletnie nic, więc w związku z powyższym poprosiłam Kasię o radę- co z tym fantem zrobić :)))

Dziwnie sobie pomyślałam o guście chwalących moje "cudo".

Bluzeczka jest typu "cham się wściekł" :)))

Zrobiłam ją na przekór wszystkiemu, gdy humor mi wcięło na dobre, ot chciałam się zabawić.
W taki właśnie sposób powstał ogród w różowym koszyku 🙂

bluzka

Te wszystkie kwiatki są oczywiście wyszydełkowane 🙂 Zabawa przy ich tworzeniu była przednia.
Korzyść z bluzeczki jest tylko jedna, gdy w niej wyjść do ogródka, to można robić za wabik dla pszczół, os itp. – wszyscy inni w okolicy będą bezpieczni- żadna podfruwajka z żądłem w zadku im nie zagrozi :)))))))

Zachwyty na temat tego mojego wariactwa można zobaczyć tutaj- http://crochetliberationfront.blogspot.com/2009/01/setting-our-picot-free.html

Na moje robótki co jakiś czas napotykam się w przeróżnych dziwacznych miejscach.
Na rosyjskojęzycznych forach kilka razy natknęłam się na jakąś znajomą fotkę mojego ciuszka.

Jakiś czas temu znalazłam niezły zbiór moich frywolnych robótek na tym blogu- http://mekik-taki.blogspot.com/2008_07_01_archive.html

Jak widać są tam też frywolitki innych naszych dobrych znajomych 😉

Kończąc dzisiejsze marudzenie dodam tylko, że jeśli ktoś chciałby to może zagłosować na mojego bloga wysyłając SMS o treści H00889 (uwaga- 0 to jest "zero") na numer 7144. Koszt SMS, to 1,22 zł brutto.

Głosować można do 22.01.2009 do godz. 12.00

 

Dochód z zebranych sms-ów jest przeznaczony na szczytny cel- opłacenie turnusów rehabilitacyjnych dla dzieci z porażeniem mózgowym.

Każdy głosujący ma szansę zdobycia nagrody- aparatu fotograficznego 🙂

Każdemu kto odda głos- ślicznie dziękuję, choć zdaję sobie sprawy,  że mój blog jest jeszcze strasznie ubogi, młodziutki i raczej zaniedbywany 🙁

A tak o wszystkim po trochu

Jakoś brakuje mi …

Jakoś brakuje mi ostatnio zapału do pisania, jednak nie mogę mojego blogaska tak całkiem zostawić odłogiem 🙂

Przedwczoraj zostałam zasypana mailami na jeden konkretny temat, ten temat to- FRYWOLITKI!!!

Zaskoczona byłam niepomiernie skąd nagle aż takie zainteresowanie moją biżuterią frywolitkową tego konkretnego dnia. Wszystko się wyjaśniło, gdy w dwóch mailach autorki podały- że dzięki Gazecie i linkowi na głównej stronie trafiły na mojego bloga.

Z ciekawości zerknęłam na główną stronę Gazety i faktycznie wśród czterech przykładowych blogów był tam również przez cały przedwczorajszy dzień aż do wczoraj rana intrygujący tytuł- Frywolne koroneczki- maranta

Przez tę dobę na mojego bloga wdepnęło kilka tysięcy osób. Dziwne, że bloguś przeżył. Tymbardziej, że i tak ledwie się otwierał z tą ilością fotek, którymi raczę moich gości :)))

Dzisiaj nagle objawił się we mnie geniusz i w ustawieniach zmieniłam liczbę wpisów pokazywanych na jednej stronie z 25(!!!) na 5 i od razu widać różnicę. Gdzie ja miałam rozum, gdy na początku ustawiałam te 25 wpisów

Kolejne szaleństwo dzisiaj popełniłam- poszłam w ślady wielu innych blogujących i zgłosiłam mojego bloga do konkursu Blog Roku 2008. Najfajniejsze, że mój blogasek ma jeszcze niewiele miesiączków a i ja ciągle jestem w tej dziedzinie całkiem świeża.

Co mnie skusiło- otóż Osoba, która jest jurorem tej kategorii :)))
Brakuje mi w niedziele "Dziesiątej z hakiem", poza tym przez lata słuchałam mojego ulubionego teleturnieju- Jeden z dziesięcu.
Tu wyjaśnienie- słuchałam, bo od lat telewizji nie oglądam, i tak tylko z drugiego pokoju łapałam uchem, to co mi odpowiadało, w tej chwili niczego nie łapię, bo telewizor wywędrował za dziesiątą ścianę :)))))

… więc… bloga zgłosiłam, szansy na wygraną nie mam, bo z czym do ludu 😉 W sumie, to nawet dobrze, bo co ja bym ze skuterem poczęła, skoro się z domowych pieleszy ostatnio wcale nie ruszam.
Dla mnie to taki skuter z kolaską by się przydał plus kierowca. Maranta oczywiście do przyczepki/kolaski :)))

Dość marudzenia i znikam na dzisiaj.

Aaaaa żeby nie było, że całkiem już nic nie robię 😉
Robię trochę różności, między innymi na czółenku mam granatową Aidę- pierwszy raz z tego kolorku robię.
Właściwie to nie jest czysty granat, na fotce położyłam obok czarny kłębuszek dla porównania-

frywolitki

Więcej różności pokażę później.

Jeśli chodzi o druty, to aktualnie po głowie depcze mi jakiś fajny żakiecik 😉

Świąteczne życzenia

Już przy stole zasiadła rodzina
Pierwsza gwiazda zabłysła na niebie
Wraz z opłatkiem składamy życzenia
I czekamy nasz Boże na Ciebie

Na te najpiękniejsze Święta w roku, składam wszystkim zaglądającym tutaj serdeczne życzenia- pokoju, miłości, radości, pomyślnego rozwiązania wszelkich problemów, dużo zdrowia i spełnienia marzeń.
Niech Nowonarodzony wszystkim błogosławi!!!
Niech nadchodzący Nowy Rok, będzie dużo lepszy od tego kończącego się.

kartka

Forum u maranty- czy to już koniec…

Dzisiejszy wpis jest …

Dzisiejszy wpis jest specjalnie skierowany do wszystkich użytkowników Forum u Maranty.

Jeśli czegoś wspólnie nie wymyślimy, to nasze forum przestanie istnieć.

Od dłuższego już czasu pojawiały się chwilowe problemy z dostępem do forum. Serwer LiveNet dość często odmawiał posłuszeństwa.

Wczoraj zamiast forum pojawiła się informacja o blokadzie konta- jako przyczynę podano brak opłaty lub złamanie regulaminu.

Hosting jest opłacony do lipca przyszłego roku (opcja prioritaire).

Udało mi się skontaktować z kimś z LiveNetu telefonicznie. Najpierw usłyszałam- sprawdzę.

Po kolejnym telefonie- zaraz odblokuję.
Jeszcze dość długo konto było zablokowane, w międzyczasie padł cały serwer nr 1. nawet strona główna LiveNetu się nie otwierała.

Później rzeczywiście zdjęto blokadę, przez chwilę forum działało i kolejny raz zostało zablokowane.

Tym razem z trudem udało mi się dodzwonić- usłyszałam, że forum powoduje przeciążenie serwera.

Jako rozwiązanie podano mi wykupienie serwera dedykowanego, czyli takiego tylko i wyłącznie pod nasze forum.

Usłyszałam, że niestety nasze forum nie może dalej istnieć na współdzielonym serwerze z innymi kontami.
Mało tego- najprawdopodobniej nikt z usługodawców hostingowych tak wielkiego forum nie przyjmie do siebie.

 

Wyprosiłam odblokowanie konta- z wyjątkiem forum, żebym miała szansę choć te parę słów tu zamieścić.

Dzisiaj prosiłam o odblokowanie forum na miesiąc, żebyśmy mogli przedyskutować ten problem i coś wspólnie postanowić. Miałam dostać odpowiedź na maila, czy jest na to zgoda czy nie, niestety jak do tej pory cisza…

Serwer dedykowany w najtańszej opcji kosztuje 170zł na miesiąc. Jednak w tej opcji raczej nie zmieścimy się z naszym transferem. Trzeba by wziąć trochę droższy- nawet nie wiem w tej chwili o ile.

Nie mam pojęcia co robić.

Inna możliwość przerobić forum z wersji phpBB by Przemo na czyste a mnie "żarte" phpBB. Jednak forum bardzo na tym ucierpi. W czystej wersji wiele opcji nie będzie działało, podział na podfora taki jaki jest aktualnie też prawdopodobnie odpada. Duży problem może być z bazą danych.

Inna opcja spróbować przenieść forum gdzieś indziej, o ile nas przyjmą z taką landarą. W tym wypadku również bez pomocy mogę mieć problem z przeniesieniam ogromnej bazy danych. Są programy wspomagające, które poszczególne największe tabele szatkują, jednak bardzo często występują potem problemy z kodowaniem bazy- brak polskich liter w przeniesionych postach itp. Jednak to już najmniejsze piwo, najważniejsze, zeby znaleźć hosting, który nas przyjmie.
Ryzyko- zamulimy kolejny serwer i znowu nas przegonią.

Ktoś mi radził serwery VPS- nie mam o nich bladego pojęcia, nie wiem czy poradziła bym sobie z obsługą. Próbuję o nich czegoś się dowiedzieć.

Większość, których podpytuję o jakieś rozwiązanie mówi- serwer dedykowany. Jednak cena jest zabójcza 🙁

Gdyby znalazł się ktoś, kto ma możliwości, chęci, to byłabym gotowa oddać to forum całkowicie.

Ostateczne rozwiązanie- likwidacja forum. Najprostsze, tylko tak jakoś trochę szkoda, jednak i sporo pracy i serca włożonego i jakby nie było zżyliśmy się ze sobą przez te lata…

Nie mam pojęcia co robić :((((((

Wiem, że dziś po tym wszystkim znowu obudziłam się na pół ślepa z piekielnym bólem głowy, czyli kolejna migrena oczna. Jeszcze teraz miga mi wszystko w oczach i kręci mi się w głowie od tego. Ledwie doszłam do siebie po przedwczorajszej migrenia a dziś kolejną zawdzięczam głupiemu serwerowi.

Jestem w takim nastroju, że chce mi się krzyczeć- weźcie to forum ode mnie ze wszystkimi jego problemami (pomimo, że tak bardzo jestem z nim związana).

Dziękuję wszystkim, którzy piszą do nie na gg, radzą, chcą pomóc, troszczą się- to takie miłe.

Aha, jeszcze tylko jedno- jak mówiłam hosting na LiveNet jest opłacony do lipca (180zł), na koncie mam jeszcze dokładnie drugie tyle, więc gdybym w tej chwili zdecydowała się na dedyka to w sumie miałabym kwotę na dwa miesiące.

Jednak czy jest sens porywać się z motyką na słońce???

 

Trudny wybór

Ślicznie dziękuję

Ślicznie dziękuję Violi za wyróżnienie mojego raczkującego jeszcze bloga.
Violcia- zaskoczyłaś mnie kompletnie i oczywiście ucieszyłaś 

Teraz przede mną trudny wybór, jednak skoro muszę go dokonać, to przekazuję pałeczkę do-

Irenekaba
Dziuni
Ilonki
Maknety
Porannej

Teraz odczłapuję do mojej nowej drucianej robótki.
Trzymajcie za mnie kciuki bo macham drucikami 2,5mm.
Powstaje komplecik z włoskiego żurnala- ponieważ nie przy mnie opisy pisali, więc tworzę na podstawie fotek gotowców 😉
Dziwaczna jest taka przesiadka na cieńkie drutki, gdy dopiero co bawiłam się szóstkami- robiłam masywny ściągacz do kurtki taty.

Nowa robótka i przyroda :)

Gdy robiłam ostatni …

Gdy robiłam ostatni biały żakiecik z Vogue knitting, to rzucił mi sie w oczy ciekawy wzór znajdujący się w tym samym numerze (wiosna/lato 2008).

Oryginalny sweterek robiony wzorem medalionów jest w ślicznym jasno-niebieskim kolorze.

Postanowiłam spróbować coś zrobić tym wzorem. Niestety, jedyna włóczka o odpowiedniej grubości i w dostatecznej ilości, jaką posiadam jest w kolorze bordo. Jest to Mimoza (100% akryl).

Nie pasuje mi do tego konkretnego wzorku. Zastanawiam się, czy kontynuować, czy jednak zrobić z cieńszej ale o wiele ładniejszej włóczki, hmm…
Boję się, że ten konkretny wzorek robiony z cieńszej włóczki straci cały efekt.

Może zrobię choć plecy sweterka i ocenię, czy pruć i czekać na odpowiedniejszą włóczkę czy jechać dalej z tym koksem 🙂

Cały czas też dumam jaki fason sweterka zrobić, czy identyczny jak w gazetce, czy jakiś inny- zobaczymy.

Kawałek, który spłodziłam, wygląda tak-

wzór medaliony

Wzór medalionów w rzeczywistości wygląda lepiej niż na fotce, jakoś mi dzisiaj za nic ten bordo nie chciał na zdjęciu wyjść dobrze.

Ten akryl, to pozostałość po ponchu i kaszkiecie, które stworzyłam jakiś czas temu.

poncho kaszkiet

Dostałam wczoraj paczuszkę z nowymi włóczkami :))

Kilka kłębków ma już swoje przeznaczenie, reszta czeka na natchnienie. Tym razem wybrałam eksperymentalnie kolory, których do tej pory nigdy nie kupowałam- odcienie morelowe, jasny pomarańcz, ale nie tylko.
Gdy zamawiałam te moteczki, to jakoś wzór medalionów na myśl mi nie przyszedł, przypomniałam sobie o nim dopiero, gdy przesyłka już była w drodze. Szkoda, bo teraz nie miałabym problemu z czego toto stworzyć.

Mam też ogromną radochę, bo przyfrunęły do mnie zamówione kwiatuszki :)))

Dwie ciekawe odmiany anturium dołączyły do anturiowej rodzinki w moim pokoju.

Jedno anturium, to jakaś miniaturka, roślinka niska, kwiatki dość małe, za to mają olbrzymią i wspaniałą kolbę. Takiej odmiany jeszcze nigdy nie widziałam.

Drugie anturium "normalne", jednak ma ciekawy i niespotykany kolor kwiatów, bardzo ciemny bordo a właściwie ciemna wiśnia. Zdjęcia tego nie oddają.

anturium

anturium

anturium

anturium

Kupiłam również takiego lokowańca, który zwie się AESCHYNANTHUS TWISTER, w tej chwili ma same loczki, ale ponoć potrafi też pięknie obsypać się czerwonymi kwiatami. Ciekawe czy bedzie się u mnie dobrze czuł, bo wymaga dość specyficznych warunków.

aeschynantus

Póki co, roślinki jeszcze są w doniczkach, w których do mnie zawitały, jak tylko kupię nowe doniczki, to będzie przeprowadzaka.

Zakwitł mi tez jeden maluszek, również anturium, młodziutka roślinka-

anthurium

anturium

 Skoro już tyle o przyrodzie, to robiąc fotki próbki medalionowego wzoru, zobaczyłam coś takiego-

dyzio

To coś, to tylko Dyzio we własnej osobie :))))

Sieczka czyli bakalianka

Tym razem poszłam na …

Tym razem poszłam na łatwiznę. Pół godziny zabawy i powstało coś takiego-

naszyjnik z drutu

naszyjnik z drutu

naszyjnik z drutu

naszyjnik z drutu

naszyjnik z drutu

Materiały użyte- drut miedziany, jaspis krajobrazowy, rodonit i jeszcze coś, ale nie wiem co (na przyszłość muszę sobie te siekańce podpisywać, bo nie wszystkie kamyczki naturalne potrafię rozpoznać na oko).

Naszyjnik uheklowałam szydełkiem :))) Z wyjątkiem elementu dyndającego 😉

Za oknem pięknie, prawie jakby lato chciało powrócić, oj… żeby tak faktycznie wróciło…

Chrupię sobie orzeszki włoskie, zaszalałam i kupiłam świeże na Allegro. Oprócz włoskich kupiłam po troszku laskowych, pinii, pecan, brazylijskich, ziemnych, trochę migdałów i pestek dynii i słonecznika.

Jeszcze tak niedawno koło mojego domu rósł potężny orzech włoski. Niestety, trzeba było go ściąć, choć rodził doskonałe orzechy.

Rósł tuż przy samym domu- zdecydowanie za blisko, był już dwa razy wyższy od budynku i na dodatek niebezpiecznie odchylony na zewnątrz.
Korzenie takie drzewo ma potężne, głęboko pod fundamenty musiały sięgać, dom coraz bardziej pękał, coraz większe szczeliny na murze się robiły. Baliśmy się silnych wiatrów- mogła być tragedia.
Szkoda mi bardzo tego drzewa, uwielbiałam orzechy- szczególnie świeże, gdy jasna błonka jeszcze łatwo z nich odchodziła. Uwielbiałam zapach liści orzecha, uwielbiałam zabawę coroczną z początkiem października z wydobywaniem ostatnich orzechów z zielonych łupin (łapy potem wyglądały zabójczo).

Teraz zatęskniłam do takich świeżych orzeszków i przyleciały do mnie w paczce, kupiłam 5kg.
Śliczne, ogromne i bardzo łatwo się je rozłupuje. Moje miały zdecydowanie twardszą łupinę.

Leszczynę też mieliśmy do zeszłego roku.
Bardzo lubię laskowe orzeszki, ale niestety jestem na nie uczulona, mogę schrupać jednego, dwa i przerwa.

Z pozostałych kupionych najbardziej smakują mi orzechy pecan- podobne do włoskich i przepyszne są brazylijskie.
Orzechy pinii jakoś mi nie podeszły.

Z rozpędu w tym moim orzechowym szaleństwie o mało nie kupiłam sobie do spałaszowania orzechów… piorących :)))

Kyrelee- Kath sprowokowała…

mnie do kolejnego …

mnie do kolejnego wpisu swoim komentarzem 🙂

Kasiu jesteś bardzo spostrzegawcza 😉

Po pierwsze wszycie rękawów, faktycznie coś mnie podkusiło zrobić to tak jak widać na fotkach i cieszę się, ze mnie podkusiło…

Gdy o rękawach jeszcze słychu nie było a miałam jedynie skończone dziury na rękawy pomyślałam sobie, że te dziury oblecę półsłupkami a później kolejne okrążenie ściegiem rakowym ale szydełko wbijałam tylko za przednią nitkę półsłupków. Gdy już miałam wszywać rękawy, to przyszywałam je do pozostałej dolnej nitki półsłupków w ten sposób że rządek rakowych fajnie został wyeksponowany tak jakby dokładnie na szwie wypadał.

Po drugie- te pętelki na łączeniu ściągacza. Wiem, wiem- miałam je robić igłą… jednak ja się z igłą ogólnie gniewam i robiłam szydełkiem, ot zwykły łańcuszek przeciągany przez dzianinę, tyle że oczka duże i formowane lekko po skosie, takie małe oszukaństwo a efekt ten sam 😉

Muszę dodać, ze skoro gniewam się z igłą, to konsekwentnie- wszystko co było do zszycia czy wszycia łączyłąm szydełkiem i już- zawsze tak robię (straszna jestem…)

Ozdobny ścieg szydełkowy, to mniej więcej coś takiego jak pokazałam tutaj- http://maranta.livenet.pl/pasmanteria.htm piąty od góry, tylko koińczy się na rzędzie pętelkowym i pomiędzy od razu robiłam pikotki.

Mogę narysować schemacik 😉

To chyba wszystkie zmiany, jakie wprowadziłam.

aaaaaa jeszcze drobiazg- ściągacze robiłam z oczek przekręconych- moim zdaniem równiej wychodzą.

i strasznie się cieszę, że sweterek Ci się spodobał, bo troszkę bałam się jak z tymi modyfikacjami wyjdzie, jednak zaryzykowałam, bo wiernie trzymać się schematów jakoś nie lubię, znosi mnie i już :))))

A w moim ogródku…

W moim ogrodzie …

W moim ogrodzie mnóstwo fig 🙂

figa

figa

Trzeba przyznać, że moja figa bardzo się stara. Owoce są smaczne i takie prosto z drzewka a właściwie krzewu (wielgaśnego) i oczywiście – suszone.

Listki też mogą się przydać- gdy zbraknie mi pomysłów na nowe szydełkowo- druciane ciuszki a stare się rozlizą, to zawsze można się "przyodziać" w figowy listek 😉

Po przerwie…, myszowaty miś i inne takie :)

Dwa ostatnie tygodnie…

Dwa ostatnie tygodnie były pokręcone- i smutne i radosne i nerwowe i gościowe i leniuchowate.

Smutne, bo miauleństwo, o którym wcześniej pisałam odeszło do Krainy Wiecznych Łowów po bardzo króciutkim i schorowanym życiu. Ostatnią noc cierpiał dość mocno, prawie cały czas przy nim czuwałam, rano już nieprzytomny jednak nadal było widać, że cierpi, wyraźnie rozluźniał się w momencie głaskania, oddech stawał się głębszy, spokojniejszy.
W końcu usnął na dobre.

Radosne, bo w domu pojawił się laptopek, co prawda należy on bardziej do rodziców, jednak to zawsze jakaś okazja poznać coś nowego- nowy sprzęt, nowy system- Vista (z lekka wkurzająca).

Nerwowe, bo oczywiście pojawiły się problemy z konfiguracją sieci, kiedy już udało się uzyskać połączenie z netem poprzez mój stacjonarny kompuś na laptopie, to mój staruszek zaczął wierzgać i strzelać niebieskimi ekranami. Ostatecznie jakoś sobie poradziłam z problemami.

Nerwowe również z powodu nawrotów migreny ocznej- nie jest przyjemnie budzić się na pół ślepą, brrr.
Ze wzrokiem i tak mam spore problemy- częściowy zanik nerwu wzrokowego, ubytki w polu widzenia, więc tego typu dodatkowe atrakcje szczególnie napawają lękiem- czy to tylko zwykła migrena…, czy może pogorszenie choroby…

Gość był przejazdem, wpadał w odwiedziny, dostałam od niego fajny prezencik m.in… latawca

Poniżej fruwa sobie blisko mojego domu

latawiec

Jeśli chodzi o leniuchowanie, to było totalne.

Zrobiłam tylko dwie małe próbki z filcowaniem.

Na sucho igłami udziabdziałam miśka, bardziej on do jakiejś myszy podobny…
Raz trafiałam igłą w to co miało stać się myszowatym miśkiem a dziesięć razy we wlasne paluchy

miś- filcowanie na sucho

miś- filcowanie na sucho

miś- filcowanie na sucho

Na mokro ufilcowałam torebkę.
Miałam ogromne problemy- nie wiem czy wynikało to z braku doświadczenia- mam zerowe, czy z tego, że miałam dwa różne gatunki czesanki. Jedna gładziutka, jedna bardzo szorstka. Za nic nie chciały się połączyć, z wielkim trudem jakoś mi się udało je razem ufilcować.

torebka- filcowanie na mokro

torebka- filcowanie na mokro

torebka- filcowanie na mokro

i to by było na tyle

Mały gość…

***

Miałam dzisiaj gościa, takiego biednego maluszka, chudziutkiego z bardzo przerzedzonym futerkiem, bardzo chorymi ślipkami i bardzo głodnego.

Gość został nakarmiony, napojony, wygłaskany, oczka mu przemyłam po czym zwinął się w kłębuszek i smacznie zasnął.

kotek

Mam fotkę, na której usiłuje patrzeć tymi swoimi biednymi ślipkami ale tutaj nie pokażę, bo to bardzo przykry widok…

Jest to jeden z około dwudziestki kotów sąsiada…

Ma około 3 tygodni i jest w najgorszym stanie, samodzielnie jeść zaczął dopiero wczoraj- pierwszy raz podszedł do miski, gdy dokarmialiśmy całą kocią rodzinę.

Kiedyś może napiszę coś więcej o tej kociej rodzince, której w miarę możliwości staramy się pomagać.

Jeden z nich- Dyzio- zamieszkał u mnie na stałe razem z moją pieszczochą Kizią. Mam więc teraz w domu Ziutkę i Ziutka (Kizia- Kiziuta- Kiziutka- Ziutka, Dyzio- Dyziutek- Ziutek) 🙂

Niestety, więcej kotów przygarnąc na stałe nie mogę, choćby z racji bardzo szwankującego zdrowia.

Tym biednym maluszkiem- chybotkiem (ledwie toto stoi na słabych łapkach) bardzo próbuje zaopiekować się moja suczka Cola. On do niej lgnie, ona do niego. Suczka jest spora (mieszaniec Colie z owczarkiem niemieckim), mimo to kociak się jej ani trochę nie boi.

Co najdziwniejsze Cola doskonale zna i uwielbia całą tą kocią rodzinę sąsiada. Gdy jednak pojawi się w pobliżu jakiś obcy kot, to od razu go rozpoznaje i goni.

Niżej widać moje dwa futrzaki- biało-czarną Kizię i czarno-białego Dyzia-

moja kotka Kizia

mój kocurek Dyzio

Poniżej karmienie kociej rodzinki- jedzenie niesie mój tata. Na początku widać też Colę.

Trasa zaczyna się pod moją furtką a kończy pod furtką sąsiada- właściciela tej gromadki.

Młodsze kotki bały się aparatu, którym były filmowane i trzymały się z daleka.

Na dobry początek

Witam wszystkich na …

Witam wszystkich na tym nowym blogu 🙂

Postanowiłam go założyć… a prawdę powiedziawszy wcale niczego nie postanowiłam, to był impuls

Skoro już się zarejestrowałam, skoro blog powstał, więc wypada dodać krótki, powitalny a zarazem testowy wpis.

Właśnie spróbowałam wstawić prostą grafikę i w edytorze już mi ropuch kica, mam nadzieję, że po publikacji nadal bedzie sympatycznie podskakiwał 😉

Teraz próba generalna… klikam w Publikuj i….