***
Miałam dzisiaj gościa, takiego biednego maluszka, chudziutkiego z bardzo przerzedzonym futerkiem, bardzo chorymi ślipkami i bardzo głodnego.
Gość został nakarmiony, napojony, wygłaskany, oczka mu przemyłam po czym zwinął się w kłębuszek i smacznie zasnął.

Mam fotkę, na której usiłuje patrzeć tymi swoimi biednymi ślipkami ale tutaj nie pokażę, bo to bardzo przykry widok…
Jest to jeden z około dwudziestki kotów sąsiada…
Ma około 3 tygodni i jest w najgorszym stanie, samodzielnie jeść zaczął dopiero wczoraj- pierwszy raz podszedł do miski, gdy dokarmialiśmy całą kocią rodzinę.
Kiedyś może napiszę coś więcej o tej kociej rodzince, której w miarę możliwości staramy się pomagać.
Jeden z nich- Dyzio- zamieszkał u mnie na stałe razem z moją pieszczochą Kizią. Mam więc teraz w domu Ziutkę i Ziutka (Kizia- Kiziuta- Kiziutka- Ziutka, Dyzio- Dyziutek- Ziutek) 🙂
Niestety, więcej kotów przygarnąc na stałe nie mogę, choćby z racji bardzo szwankującego zdrowia.
Tym biednym maluszkiem- chybotkiem (ledwie toto stoi na słabych łapkach) bardzo próbuje zaopiekować się moja suczka Cola. On do niej lgnie, ona do niego. Suczka jest spora (mieszaniec Colie z owczarkiem niemieckim), mimo to kociak się jej ani trochę nie boi.
Co najdziwniejsze Cola doskonale zna i uwielbia całą tą kocią rodzinę sąsiada. Gdy jednak pojawi się w pobliżu jakiś obcy kot, to od razu go rozpoznaje i goni.
Niżej widać moje dwa futrzaki- biało-czarną Kizię i czarno-białego Dyzia-


Poniżej karmienie kociej rodzinki- jedzenie niesie mój tata. Na początku widać też Colę.
Trasa zaczyna się pod moją furtką a kończy pod furtką sąsiada- właściciela tej gromadki.
Młodsze kotki bały się aparatu, którym były filmowane i trzymały się z daleka.
Ciekawość nie dawała mi spokoju 
Musiałam, po prostu musiałam spróbować zrobić tego frywolnego kwiatuszkowego kwiatka w bardziej rozwiniętej wersji.
Powstał medalion- zawieszka. Teraz powstaje do niego "ciąg dalszy" czyli coś, na czym będzie mogło toto zadyndać.
Pomysł na kwiatuszki się sprawdził doskonale, jak można zobaczyć na poniższych fotkach (na zdjęciach zawieszka jeszcze nie prasowana, dopiero jak będzie już cały naszyjnik skończony, pójdzie w ruch żelazko)-


Cały medalion wykonałam dwoma czółenkami, bez odrywania nitki.
Robiąc poprzednią, mniejszą zawieszkę nie łączyłam pikotkami poszczególnych płatków w obrębie każdego kwiatuszka, łączyłam jedynie czubki płatków. Tym razem robiłam inaczej- było troszkę więcej pracy i chyba niepotrzebnej, na przyszłość zostanę przy wersji z minimalną ilością pikotkowych połączeń.
Dla zainteresowanych rozrysowałam schemat i zamieściłam na moim forum w dziale frywolitkowym.
Wpadł mi do głowy pomysł na frywolitkowego kwiatka z kwiatuszków.
Wzorek o tyle ciekawy, że można plątać dowolnej wielkości kwiatuszkowego kwiatka przechodząc do kolejnych okrążeń bez odrywania nitki.
Ja zrobiłam tylko jedno okrążenie i zakończyłam łuczkami z pikotkami.
W ten oto sposób powstał dyndołek, do którego wydumałam ozdobny łańcuszek…
Wymyślony, wyplątany, dopieszczony i oto jest 🙂










Troszkę podobny w stylu do dwóch poprzednich-


oraz



Wyginanie, skręcanie… to moja nowa pasja.
Tak się znęcam od niecałego miesiąca…
a nad czym się tak znęcam???
Otóż nad drutem 😉
Na początku wyciągnęłam kawałek posrebrzanego drutu, kawałek srebrnego- kiedyś kupiłam po troszku tych drucików, leżały i czekały nie wiedzieć na co.
Pierwszą rzeczą, którą zmajstrowałam były kolczyki.
Bardzo nieudolne- wiadomo- pierwsze śliwki, robaczywki 🙂
Tak to wygląda na fotkach-


Kolczyki skończyłam, zabawa mnie wciągnęła, powstał tylko jeden maleńki problem- pozbyłam się prawie całkiem skromnych drucianych zapasów.
Biadoliłam, marudziłam, straszyłam, ze pozrywam druty wysokiego napięcia, które nad moją chałupką lecą… w końcu tata nie wytrzymał, poszedł so szopy i przyniósł drut miedziany nawojowy do silników.
Drut stareńki, miejscami obłażący, co widać na fotkach, jednak do nauki super!!!
Powstało kolejno, to co widać na poniższych fotkach. Więcej zdjęć w moich galeriach.













































W tym momencie nadeszła dostawa nowego drutu 






i to by było na tyle… więcej grzechów nie pamiętam 
Skoro próba generalna już za mną, więc pora na jakiś konkretniejszy wpis.
Dzisiaj ręce mi opadły gdy zobaczyłam linki do moich dwóch galerii na „czarnej liście” p. Stawasza.
Wspaniałą odpowiedź dała temu Panu Renulek na swoim blogu.
Ja również nie poczuwam się do winy- nigdy świadomie nie korzystałam z wzorów J.S.
Być może w początkowym okresie nauki frywolitek, gdy chwytałam się różnych wzorów, które pod rękę mi się nawinęły, trafiłam na coś, co wymyślił autor tych pirackich posądzeń.
Prosiłam, żeby sam wskazał, o którą/które prace spośród zamieszczonych w moich galeriach mu chodzi. Poczekam i zobaczę co odpowie.
Jeśli korzystam z czyichś wzorów, to nigdy nie piszę, że są mojego pomysłu.
Ostatnio coraz częściej staram się sama wzory wymyślać lub luźno opierać się na czymś co gdzieś zobaczę a co bardzo mi się spodoba.
Moim zdaniem osoba, która kupuje- nie tanie- gazetki, ma prawo do pokazania pracy, którą wykonała korzystając ze schematów tam zamieszczonych i nie jest zobowiązana do pamiętania kto jest autorem schematu.
Takie jest moje zdanie, na ile zgodne z prawem- nie wiem.
Kończąc ten temat pokażę ostatnią moją frywolną pracę 
Pomysł nie jest mój, wykonanie i owszem, również układ koralików inny niż w oryginale.





Witam wszystkich na tym nowym blogu 🙂
Postanowiłam go założyć… a prawdę powiedziawszy wcale niczego nie postanowiłam, to był impuls 
Skoro już się zarejestrowałam, skoro blog powstał, więc wypada dodać krótki, powitalny a zarazem testowy wpis.
Właśnie spróbowałam wstawić prostą grafikę i w edytorze już mi ropuch kica, mam nadzieję, że po publikacji nadal bedzie sympatycznie podskakiwał 😉
Teraz próba generalna… klikam w Publikuj i….