Sukienka

Dziękuję ślicznie za …

Dziękuję ślicznie za komentarze. 

Sukienka, której kawałek pokazałam w poprzednim wpisie już powstała. Jestem z niej zadowolona. Mam nadzieję, że troszkę się naciągnie i całkiem zakryje kolana. 

Robiłam z Maxi szydełkiem 2mm, ale dość ściśle. Zużyłam prawie 5 motków, no może 4 i trochę więcej niż pół motka.

Dołem sukienka jest dość mocno rozkloszowana – w ostatnim okrążeniu ma prawie 100 motywów.

Kolorek tak słoneczny, że wywołałam nim prawdziwe lato za oknem.

Po raz pierwszy od powrot ze szpitala wyszłam na dwór, tylko na chwilkę i tylko na balkon i tylko po to, żeby zrobić kilka fotek sukienki, ale dobre i tyle.

sukienka szydełkowa

sukienka szydełko

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

Do sukienki dorobiłam też bransoletkę i kolczyki frywolitkowe. Z grubaśnej Maxi, ale chciałam mieć z tej samej nici co i sukienkę.

biżuteria frywolitkowa

frywolitka

frywolitkowe kolczyki

Poza tym same wianki, ale już ich pokazywać nie będę 🙂

Już niedługo poznam datę kolejnej operacji.

Teraz robię kolejną sukieneczkę też z Maxi, ale tym razem błękitną.

Może jak narobię duuuużo wesołych kiecek, to zdrowie się opamięta i do mnie wróci 🙂

Pozdrawiam wszystkich zaglądających a szczególnie Zygfryda – szybkiego powrotu do zdrowia.

Po długim czasie

Witam wszystkich, …

Witam wszystkich, którzy się niepokoili i wyglądali nowego wpisu. 

Wybaczcie, proszę to milczenie. Czekałam aż będę miała coś konkretnego, bo w sumie nadal jestem w zawieszeniu. Nie chciałam narzekać a nic dobrego do przekazania nie miałam.

Częściowo opisałam moją sytuację na Maranciakach. Musiałam się wygadać.

Zabieg przeprowadzony w grudniu należy powtórzyć, bo został źle zrobiony. Czeka mnie więc dodatkowa narkoza.

Mam skierowanie na to samo… a lewa nerka ciągle w zawieszeniu.

Prawa strona od czasu zabiegu bardzo boli. Okazało się, że nerka jest przytkana.

Przed operacją – nie byłą.

Bolą mnie więc obie nerki i prawie cały czas  funkcjonuję na lekach przeciwbólowych.

Gdy wychodziłam ze szpitala, poinformowano mnie, że szpital w Gdyni nie ma sprzętu, ze sprzęt będzie za pół roku. Tymczasem w Wejherowie dowiedziałam się, że Gdynia ma sprzęt.

Próbowałam sytuację wyjaśnić. Straciłam tylko czas, straciłam pieniadze – bo wyjaśnianie odbywało się w gabinecie prywatnym i było przeciągane. Nadal nie wiem co jest grane z tym sprzętem.

 Dzisiaj rozmawiałam z ordynatorem ze szpitala w Wejherowie. Zupełnie inna rozmowa.

Mam już termin przyjęcia – niestety odległy, bo lekarz teraz będzie nieobecny. Mógłby mnie już operować, ale chce być przy mnie po zabiegu, a wcześniej chce jeszcze zrobić dokładną diagnostykę – o czym w naszym miejskim szpitalu można tylko pomarzyć. 

Termin przyjęcia na oddział w Wejherowie mam na 28 marca. Gdyby coś się wcześniej działo gorszego, to mam nie czekać, tylko od razu na SOR jechać.

Poza tym mam skierowanie do miejskiego i tutaj byłabym przyjęta od ręki, jednak to ostateczność.

Na forum opisałam dokładniej sytuację i wszyscy zgodnie odradzają mi powrót do miejskiego.

Mama nadal ma problemy i czuhje się bardzo źle. Jeśli dobrze się mną zajmą w Wejherowie, to chyba też tam się wybierze.

Przez to wszystko prawie nic nie robiłam ostatnio.

Cały czas leżę, bo jak na parę minut wstanę, to prawie mdleję z bólu.

Dzisiaj jednak na chwilę musiałam wstać i do zdjęcia zapozować. Okazja była szczególna i zaraz o niej napiszę.

Najpierw może pokażę te kilka rzeczy, które udało mi się zrobić.

 Wianuszek komunijny –

wianek komunijny frywolitkowy

 wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

wianek komunijny frywolitkowy

 ozdoba na świecę frywolitkawianek komunijny frywolitkowy

Zrobiłam jeszcze frywolitkowy komplecik biżuterii w bieli –

biżuteria frywolitkowa

biżuteria frywolitkowa

biżuteria frywolitkowa

biżuteria frywolitkowa

biżuteria frywolitkowa

Leżąc sobie w wyrku zrobiłam pierwszego krzywulca z wikliny papierowej. Na koniec wykończyłam na nim resztki starych farb, starego kraka i jakiś lakier w sprayu.

Do malowania wstawałam na chwilkę.

Wyszło okropieństwo, które bardzo mi przypomina kolorem i wyglądem koślawą kokosankę 🙂

biżuteria frywolitkowa

Pierwsze śliwki robaczywki.

Ze starszych prac, zapomniałam pokazać, naszyjnik koralikowy. Technika – sznur turecki.

sznur turecki z koralików

sznur turecki z koralików

sznur turecki z koralików

sznur turecki z koralików

sznur turecki z koralików

 sznur turecki z koralików

sznur turecki z koralików

Teraz napiszę dlaczego dzisiaj pozowałam do zdjęć 🙂

Jak wiecie uwielbiam szaradziarstwo i różne zabawy logiczne i zagadki.

Bardzo lubię Pazyla

Ostatnio odbywał się na Pazylu turniej zagadkowy. 10 zagadek dodawanych w każdą kolejną środę i niedzielę.

Ponieważ ostatnio sporo leżę, to brałam laptopa i łamałam sobie głowę.

O szczegółach turnieju można poczytać na Pazylopedii w tym artykule

Wczoraj otrzymałam wspaniałą przesyłkę z…

… sami zobaczcie :))) 

 

  pazyl

pazyl

pazyl

pazyl

pazyl

pazyl

pazyl

Dziękuję wszystkim za troskę, za życzenie zdrowia, za modlitwę. Mam nadzieję, że w końcu skończy się to wariactwo z chorobami i leczeniem. Idzie trudno, ale może wreszcie się uda.

Ordynator z Wejherowa powiedział, że jeśli uda mu się coś zmienić w terminarzu, to powiadomi mnie i szybciej trafię na oddział.

Jeśli nic się nie zmieni to idę dopiero 28 marca.

Buziaczki dla wszystkich 🙂 

Boże Narodzenie

Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

Kiedy ojciec z talerza podnosi chleb biały,
Zbierając w krąg domowych, na ten rozkaz niemy,
Wszyscy się podnosimy, i duży, i mały,
Wszyscy się obręczamy i wszyscy płaczemy.

Bo w tej patriarchalnej, uroczystej chwili
Przeróżne wsteczne rzeczy wspominamy sobie,
Myślimy o tych, którzy niegdyś z nami byli,
A dzisiaj, jak dzieciństwo nasze, leżą w grobie.

~~~~~~ 

To już jutro ten dzień. Wigilia. 

Tak wiele dobra zaznałam ostatnio od Was kochani. Pomimo bólu i zmartwień będzie to dla mnie czas szczęśliwy. Jestem poruszona Waszą dobrocią. Życzeniami, modlitwą, prezentami… 

Tak wiele dla mnie zrobiliście, że słów brakuje, żeby podziękować.

Napiszę więc zwyczajnie – dziękuję… bardzo dziękuję. Wierzę, że ta dobroć do Was wróci.

Życzę z całego serca aby te Święta i cały Nowy 2012 Rok były szczęśliwe. Życzę wszystkim zdrowia, spokoju, radości i Bożego błogosławieństwa.

Dzisiaj tylko taki króciutki, przedświateczny wpis.

Gdy tylko poczuję się lepiej, to się odezwę. Dziś mam za sobą znowu nieprzespaną noc i czuję się jakby walec przeze mnie przejechał.

Mam nadzieję, że wkrótce, po kolejnej operacji, będzie trochę lepiej. 

Buziaki dla wszystkich  

 

Powrót

Witam po przerwie i …

Witam po przerwie i ogromnie dziękuję za wszelkie przemiłe słowa, za wsparcie i przede wszystkim za modlitwy.

Wróciłam ze szpitala, ale zanim napiszę co i jak to wrzucę ostatnią bransoletkę, którą zrobiłam przed samym pójściem do szpitala.

Wzór znany –

bransoletka

bransoletka

bransoletka

bransoletka

bransoletka

 Bransoletka jak bransoletka, ale powiem nieskromnie, że zdecydowanie bardziej mi się podoba od tej, którą mi założono na drugą łapę – imię, nazwisko, PESEL, nazwa oddziału (urologia).

bransoletka

 Do szpitala szłam w jednym celu – pozbyć się wreszcie bólu, ciągłego i upartego. Diagnoza – duży kamień w lewej nerce, w kielichu dolnym, nie nadaje się do rozbicia. Usunięcie operacyjne.

O tym wiedziałam.

Ostatni rentgen przeglądowy jamy brzusznej. Ostatnia wizyta przed szpitalem u urologa – już tylko sama mama poszła z wynikami, bo nie dałam rady.

 I totalne zaskoczenie słowami lekarza- tu z prawej strony jest o wiele poważniejszy problem, zanim cokolwiek zaczniemy robić z nerką lewą musimy ratować prawą nerkę. 

Skierowanie do szpitala już na cito- pilne i to z powodu prawej nerki!!! Nie miałam pojęcia o co chodzi i co się dzieje z tą nerką, skoro mi cały czas dokucza nerka lewa.

Dopiero w szpitalu się dowiedziałam, że w prawym moczowodzie siedzi duży kamlot i niewiele czasu brakuje, zeby zatkał całkowicie moczowód, wtedy wiadomo… wodonercze albo i gorzej, gdyby ktoś w porę nie rozpoznał co się dzieje (bo na tym RTG, to tylko dobry urolog mógł zobaczyć, to co zobaczył ten, do którego moja mama z wynikiem poszła).

Potem zabieg i odwieczny u mnie problem z narkozą. Przy moich schorzeniach neurologicznych anastezjolodzy mają spory problem. 

Na bloku operacyjnym usłyszałam od przemiłej pani doktor, że wspólnie wymyślili dla mnie taką najłagodnieszą narkozę czyli- znieczulenie w kręgosłup plus ogólne uśpienie, ale bez podania zwiotczaczy mięśni, bo w moim przypadku po podaniu tych środków mógłby być problem z wybudzeniem i mogłabym trafić na OIOM.

Pomyślałam i mówię – ryzyk fizyk, proszę dajcie normalną, taką, że zasypiam od razu, nic nie słyszę nic nie czuję (kiedyś miałam taką narkozę, że miałam porażone mięśnie, ale wszystko słyszałam i czułam od początku do końca…).

Zaryzykowali i… narkozę z tego całego pobytu szpitalnego wspominam jako coś najprzyjemniejszego. Pomijając nerwy anestezjologów związane ze spóźnianiem się lekarza, który miał operować…

Po zabiegu ból (przed też – pielografia wstępująca – dla mnie wyjątkowo bolesna była).

Potem już ciągłe kroplówki przeciwbólowe i tym podobne atrakcje w postaci cewników i innych ozdób.

Na końcu moje pytanie- a co z drugą nerką, tą bolącą jak licho, utrudniającą życie?

Odpowiedź – w tej chwili szpital nie ma odpowiedniego sprzętu, jak dostaniemy sprzęt to…

Kiedy szpital dostanie sprzęt?

– wtedy, kiedy dostanie pieniądze.

Czyli?

– w najlepszym wypadku za około pół roku.

Rada- szukać pomocy w szpitalu w Wejherowie lub na Zaspie.

Dla rodziców utrudnienie- daleki dojazd, a sił też nie mają, tu mogli do mnie łatwo zajrzeć.

Dla mnie zaskoczenie, wiedziałam o operacji nerki a teraz nagle jakiś sprzęt???

Takkkk, kamień przez lata siedział w dolnym kielichu a teraz nagle siedzi w miedniczce i stał się idealnym celem do zabiegu pod tytułem PCNL…

Jestem już w domu, od czasu pobytu w szpitalu złapały mnie trzy kolki nerkowe z atrakcjami typu wymioty itp., jedna tak silna, że…  Złapały mnie w prawą nerkę (w niej są jakieś drobniuśkie kamyczki, moze zostały poruszone środkami rozkurczającymi, przeciwbólowymi podawanymi mi w kroplówkach, a może zwyczajnie skrzepy krwi przytykały coś i stąd kolki- nie wiem).

Do domu wyszłam z takim krwiomoczem, jakiego jeszcze nie widziałam, no ale to normalne. Kamień ponoć był przyklejony czy nawet wrośnięty w moczowód.

Jestem słaba, obolała i czuję się… wystrychnięta na dudka przez los, bo lewa nerka z kamieniem, oczywiście – boli tak, jak bolała. Wróciłam więc do stanu sprzed szpitala.

Nie czuję jakoś radości z „uratowania” prawej nerki, bo to, że z nią coś nie tak, dowiedziałam się przypadkiem, ona weszła jakoś tak w paradę…

Oczywiście, cieszę się, że w porę problem został zauważony i usunięty.

W domu- mama chora, nie wiem co się dzieje. Bardzo cierpi, martwię się.

Gdy szłam do szpitala zachorował Dyzio. Nikt nie miał głowy się nim zająć. Wróciłam, widzę, że biedak ma godziny policzone.  Biłam się z myślami czy wzywać weterynarza. Pieniędzy w domu zero…, nawet mama leków nie mogła sobie wykupić…

Jednak nie wytrzymałam i zadzwoniłam i poprosiłam lekarza dając tym samym Dyziowi ostatnią szansę. O pożyczenie paru groszy poprosiłam sąsiadkę.

 Teraz sama nie wiem, może źle zrobiłam, bo to już była niepotrzebna męka dla kota – pobranie płynu spod otrzewnej, moczu… Nie było szans. Zapalenie otrzewnej, w brzuchu normalnie zgnilizna. Wieczorem weterynarz zadzwonił i powiedział, że zbadał pobrane płyny, że same bakterie, że stan bardzo poważny i dać kotkowi spokojnie odjeść a gdyby cierpiał, to podjedzie i uśpi.

Pożegnałam się z Dyziem. W nocy odszedł.

Kochany, cierpliwy kot 🙁

Wnuczek mojej Kizi. Kiedyś tu wrzuciłam filmik jak mały Tymek podgryzał mu ogon.

Tak sobie lubił spać-

dyzio 

Smutno. Kizia też płakała… 

—————————

Teraz zbieram siły na kolejny zabieg. O ile kamień nie wlezie spowrotem do dolnego kielicha, to PCNL. Zobaczymy. Chyba wybiorę Wejherowo.

Kolejny rok zapowiada się bez świąt Bożego Narodzenia, w domu choroba, sił nie mamy, mama chora, tata ledwie żyje, pieniędzy też nie ma, ale to najmniejszy problem. Ważne, żeby choć to zdrowie było…

Jeszcze raz bardzo dziękuję za modlitwę i dobre słowa i proszę o jeszcze. 

Głównie o świrniętej czapce (taki mam zamiar…)

Wczoraj poświęciłam …

Wczoraj poświęciłam więcej czasu na odwiedziny przeróżnych blogów robótkowych.

Jestem pod wrażeniem prac, które mogłam obejrzeć. Śliczne, pomysłowe. Poczytałam o czym piszecie, gdy mi się udało, to skrobnęłam komentarz.

Wstyd mi, że często tylko zerkam, zachwycę się i lecę dalej.

Duża zasługa w tym problemów, jakie mam z dodawaniem komentarzy.

Gdy w adresie widzę – blogspot, to już wiem – będą problemy 🙁

Kiedyś łatwo mogłam dodać komentarz z konta Google, obecnie wyskakuje mi taki kwiatek –

info

Wczoraj założyłam nowe konto na Gmailu i ta sama historia.

Na niektórych blogach udało mi się dodać komentarz korzystając z konta gościa. Na innych wybrałam wpisanie nazwy i adresu URL, na pozostałych – odpadły te opcje, bo na liście rozwijanej wyboru konta nie było ani gościa ani nic, co byłoby przydatne dla mnie 🙁

Nawet na bloxie miałam problemy, w kilku przypadkach po przepisaniu kodu z tokenu i próbie wysłania komentarza, przerzucało mnie do strony głównej blogu.

Drepcząc po Waszych blogach, dziergałam sobie czapkę 🙂

Schemat i opis już dawno miałam zachomikowany, jednak dopiero wczoraj przez przypadek się na niego natknęłam w czeluściach mego dysku.

Jedyna włóczka, jaka się z bidą nadawała spośród tych, które jeszcze mam w domu, to – Askin Nako. Robiłam tę świrniętą czapkę drutami 6 mm.

Świrnięta, czyli – po mojemu – spiralna 🙂

Ponieważ wyglądam w większości czapek jak świr :))) więc i w tym wypadku, tak jest.

Dlatego na fotkach głównie czapka i małe fragmenty mojej osoby.

czapka

czapka

czapka

czapka

czapka

czapka

czapka

czapka

czapka

Korzystałam z tego opisu.

… z opisu… akurat :)))

Ze schematów, oczywiście 😉

Włoczka taka, że prawie nie widać dolnego warkocza.

Czapkę dostała Mama. Ładniej w niej wygląda.

—————————————-

Serdecznie dziękuję Gościowi o pseudonimie – nada, za podanie linku w komentarzu zostawionym pod wpisem o Krzyżu.

Zgadzam się całkowicie z wypowiedzią prof. Josepha Weilera.

Zamieszczę tutaj ten film z YT, a dla tych, którzy są słabsi z angielskiego (jak ja), podaję linka do tłumaczenia – TUTAJ

Pisząc to, co napisałam dwa posty niżej – nie miałam na celu nikogo obrażać. Pisałam co myślę i proszę to uszanować. Oczywiście – jestem otwarta na dyskusję, polemikę, rozmowę, jednak nie zgadzam się aby ktoś występował od razu z krzykiem i obrażaniem mnie i wartości, które są dla mnie ważne.

Pisanie pewnych słów dużą literą – nie oznacza pychy, oznacza szacunek dla pewnych wartości, symboli.

Szanuję każde wyznanie. Mam wielu przyjaciół wśród niewierzących, ateistów, agnostyków.

Żyję w zgodzie z wieloma Świadkami Jehowy. Mam dobrego kolegę Sikhę. Przyjaźnię się z Zielonoświątkowcami, mam w rodzinie Prawosłwanych. Znam kilku Muzułmanów i bardzo ich lubię.

Dlaczego uważam, że w Sejmie powinien być Krzyż? – już o tym pisałam.

Rok 966 – chrzest Polski.

Dlaczego w tej chwili waham się, czy ten symbol powinien wisieć w Sejmie?

Dlatego, że go szanuję…

Gdyby gdzieś wisiał portret kogoś mi bliskiego i gdyby w tym pomieszczeniu go opluwano, gdyby wyśmiewano, gdyby…, to bym go stamtąd zabrała.

Nie dlatego, że by mi kazano, nie – z tego powodu bym nie uległa.

Zabrałabym, dlatego, że takie traktowanie jest niesmaczne.

Czy inne symbole religijne powinny znaleźć się w Sejmie?

Osobiście – nie mam nic przeciwko temu. Z jednym zastrzeżeniem. Krzyż na pierwszym miejscu – bo Polska przyjęła chrzest a nie Islam…

Szanuję inne symbole religii, ze względu na to, że są ważne dla innych wyznań. Dla mnie osobiście mają tylko to jedno znaczenie – są ważne dla kogoś. Swoją obecnością ani mnie nie obrażają, ani niesmaku nie powodują, ani im pokłonu nie oddam.

Jeśli ich obecność miałaby sprawić, że ludzie, dla których są ważne, zaczną bardziej dbać o naród, o każdego człowieka, zaczną uchwalać zdrowe ustawy, to nie mam nic przeciwko.

Z wyjątkiem odwróconego krzyża, bo dla mnie to profanacja. Nawet jeśli dla mnie to wyłącznie symbol św. Piotra.

 i jeszcze jedno – Truscaveczko – nie, nie jestem za mordowaniem- nie cierpię fanatyzmu w żadnej postaci. Mam swoje wartości, ich się trzymam, bronię i ich się nie wstydzę, jednak fanatyzm jest mi obcy.

Nie, nie chcę tolerancji – chcę szacunku, bo i ja nie toleruję a szanuję. Niewierzących też, bo dla mnie ważny jest człowiek. Nie pytam, czy ktoś wierzy i w co wierzy, jeśli jest Człowiekiem, to go szanuję i tyle.

——————————

W swoim wpisie nie chciałam też obrażać przedstawicieli różnych zawodów, chciałam tylko powiedzieć, żeby traktowali każdego człowieka tak, jak sami chcieli by być traktowani.

Masarz, który mówi publicznie, że nie odważyłby się zjeść produktów własnej masarni…
Czy to, że sąsiad je je, że jedzą dzieci, czy to go nie rusza?

Sprzęt, który się psuje po dwukrotnym użyciu. Kto go wyprodukował i z myślą o kim?

Oczywiście jest wielu uczciwych, wspaniałych ludzi, ale niestety – ogólnie – nie jest z nami dobrze, oj nie…

Nie namawiam ani nie popieram niemycia się 🙂

Jednak są takie sytuacje, gdy człowiek jest bezradny, niesamodzielny, chory. Często nie ma nawet pomocy odpowiedniej.

Co tu dużo mówić. Mój przykład. Pierwsze zawroty głowy około 10 lat temu. Bardzo silne. Nie było mowy, zeby usiąść na łóżku.

Przez siedem tygodni(!!!) nie byłam w stanie w żaden sposób umyć głowy!. Najmniejszy ruch powodował potworne zawroty, omdlenia. Siedząc na sztywno w wannie, próbowałam lać wodę po sobie, spływająca woda, po oczach, wywoływała tortury, a to już było po tych siedmiu tygodniach niemycia łepetyny…

Nikt nie mógł mi pomóc, bo każde dotknięcie, najmniejszy ruch był dla mnie torturą.

Zawroty były oporne na wszystkie leki – próbowałam z każdej grupy.

Odpuściły po pół roku – nie całkiem, ale było dużo lepiej.

Potem jeszcze wracały.

Tak, przejmowałam się tym niemytym łbem. Na szczęście trafił do mnie dobry lekarz – nie martw się, to wszystko jest nieważne, wypucujesz się, gdy będziesz mogła. To jest bez znaczenia. Pacjent nie fijołek, nie trza go wąchać tylko leczyć (przerobił znany szmonces).

Skrajny przypadek – znajomy zaginął w lesie. Szukały go śmigłowce, szukała rodzina, policja.
Nie znaleźli. Po kilku dniach, moze nawet kilkunastu, ktoś go znalazł, nieprzytomnego, potwornie brudnego, pogryzionego przez robaki.

Przewieziono go do szpitala, powiadomiono rodzinę. Rodzina przyszła i … została potwornie zjechana przez lekarzy, za to, ze doprowadzili dziadka do takiego stanu, że brudny, że śmierdzi… Nie pomagały tłumaczenia, dlaczego jest w takim stanie.

Dopiero po jakimś czasie lekarze przeprosili z łaski.

Inny przypadek – opisałam w komentarzach.

To są skrajne przypadki, wiem. Jednak chciało by się, żeby na pierwszym miejscu stał człowiek – nie ważne jak wygląda i jak pachnie i ile ma lat.

Zapis w poradni przyszpitalnej, że pacjenci nie będą rejestrowani do końca roku a pacjenci po sześćdziesiatym roku życia – w ogóle… Dla mnie coś takiego jest niedopuszczalne.

Widzimy to, początkowo się oburzamy, potem się przyzwyczajamy, przestajemy reagować, w końcu zaczynamy traktować jak coś normalnego…

—————–

…a miało być o świrniętej czapce…

Wybaczcie, to takie przemyślenia wynikające z troski, bo chciałabym, żeby było pięknie, dobrze i miło…

Maranciaki szalone :)

Druciki mi się …

Druciki mi się skończyły. Jakiś czas temu zamówiłam, oczywiście przy okazji drucików zamówiłam też trochę koralików. Zapłaciłam. Kilka dni temu telefon – bardzo przepraszam, ale zamiast drutu 0,8mm przysłali nam drut 1,5mm. Czy wysłać pozostałe zamówione rzeczy a potem drucik 0,8mm? Odpowiedziałam, że poczekam, przecież nie pali mi się 🙂

Miła Pani powiedziała, że przesyłkę odprawi do mnie w czwartek i że doda dla mnie jakiś gratisik.

Wczoraj był piątek. Ciemno już było gdy zadzwonił ktoś do furtki i rozszczekała się Cola.

Mama wyszła i wróciła z ogromną paką.

Trochę mnie zatkało. Kilka drucików i troszkę koralików? Do paki zmieściło by się kilka kotów porządnie upasionych.

Nie spojrzałam na nadawcę, tylko dalej dumam – rozumiem gratisik… ale CO TA KOBIETA mi do TAKIEJ paki wsadziła???

Mamatata stoją obok i dumają – CO ONA ZNOWU kupiła???

W końcu rzuciliśmy się na paczkę. Otwieramy a w środku – pełno pakunków, pakuneczków, kopert wielkich, mniejszych i średnich.

Olśniło mnie nagle – wymianka na forum. Znowu te szalone Maranciaki zmówiły się po cichu i podesłały mi prezenty- niespodzianki.

Faktycznie… Zaszokowana, oglądałam z rozdziawioną buzią. Mamatata też. Kizia i Dyzio – też.

 A było co oglądać. Dziś nadal oglądam, pałaszuję (bo i smakołyków pełno), popijam (a jak :))) i wącham, bo zapach cudny, głównie różany, ale nie tylko.

Cóż ja będę opowiadać, sami zobaczcie.

Szkoda, ze zapachu wkleić nie mogę 🙁

 prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

prezent

Dziewczyny drogie – nie wiem jak dziękować. Zwyczajnie powiem – dziękuję z całego serducha.

Wszystkie prace śliczne i takie serdeczne. Ogromnie dziękuję 🙂

 

Ja zrobiłam tylko dwa drobiazgi ostatnio, ale pokażę w kolejnym wpisie.

Cieszę się ogromnie, że znalazłam troszkę sił, żeby się dotelepać na badania. Jeszcze tylko świeże badania krwi i umówienie terminu na operację. Choć są przeciwskazania do narkozy, jednak nie można już dłużej zwlekać z zabiegiem.

Kamień w lewej nerce ma 22 mm i siedzi w brzydkim miejscu. Poza tym wyszło jeszcze coś dziwnego na rtg, gdzieś po prawej stronie, ale póki co nie wiadomo co to jest. Wygląda jak złóg, jednak w dziwnym miescu. Trzeba sprawdzić.

Mniejsza z tym, w tej chwili ważna jest radocha z podarków 🙂 

Kulki, wężyki itp…

Dostałam odpowiedź od…

Dostałam odpowiedź od sprzedawcy, że nie mają takiego kręciołka do drutu i że nie wie gdzie to można dostać. Podesłałam jeszcze link do filmu na YT (link, który podałam w komentarzach do poprzedniego wpisu), jednak pan odpisał, że nie zna takiego urządzenia.

Ostatnio popełniłam –

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

To coś pod bransoletką, to nie granat w przyodziewku koralikowym 😉

kolczyki wire wrapping

wisior z koralików

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

kolczyki wire wrapping

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

bransoletka z koralików

Powyższy wężyk ma ciekawy wzór, oczywiście – na fotkach trudno się domyślić o co w tym wzorze chodzi 🙁

Kuleczki – jeszcze bez przydziału, jeszcze nie mam na nie pomysłu 🙂

kulki z koralików 

Pozdrawiam WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH w ten radosny dla nich dzień i proszę o opiekę, wstawiennictwo i pomoc 🙂

Prawdopodobnie każdy z nas miał w swojej rodzinie lub wśród znajomych kogoś, kto zasługuje na to miano. 

O tych naszych bliskich, którzy być może potrzebują naszej pomocy po tamtej stronie, pamiętajmy jutro (i nie tylko jutro…). 

Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie, wieczną radość, wieczne szczęście… przytul ich mocno, wszystkich.

Kilka dni temu przeglądałam stare papiery mojego dziadka.

Znalazłam kalendarzyk z 1939 roku. Początkowe wpisy przy różnych datach, sprawy do załatwienia, spotkania, ot zwyczajne życie.

Dalej ołóweczkiem krzywo spis różnych miast… kolejne stacje, nazwy wypatrzone przez szpary w deskach bydlęcych wagonów, gdy dziadek dostał się do rosyjskiej niewoli 17. września.

Ledwie można odczytać, kilka stacji nie do odczytania.

Gorki – tam ich spędzili w jakiejś cerkwi przerobionej na magazyn… głód, zimno… 

Na szczęście dziadek nie był oficerem. Nie trafił do Katynia.

Była wymiana, pakt Ribbentrop- Mołotow i dziadek prosto z Rosji został przetransportowany do stalagu w Niemczech.

Wieczne odpoczywanie racz mojemu dziadkowi dać Panie…

Papiery babci, też są. Znowu kartka.  Nazwy miast zapisane cyrylicą. Najpierw te po Rosyjskiej stronie, potem nasze, dziwnie wyglądające tak zapisane bukwami, potem niemieckie… Trasa podobna do tej dziadkowej, tyle tylko, że w odwrotnym kierunku.

Babcia urodzona na Ukrainie, jej mama – Polka – zmarła przy porodzie. Ojciec, oddał córkę, bo zostawił sobie dwóch synów.

Babcia trafiła bardzo dobrze, do jakiejś polskiej arystokratki.

Rok 1917, babcia miała dwa latka, wiadomo co się zdarzyło – rewolucja. Opiekunka babci musiała uciekać.

Babcia trafiła gdzieś na ukraińską wieś, była okropnie traktowana. Jako trzylatka pasła krowy.

W końcu jakiś daleki krewny się dowiedział, zlitował się i przygarnął babcię do swojego domu w Kijowie. Ciasno było, warunki ciężkie, dużo dzieci. Jednak babcia była szczęśliwa.

Wojna. Syn z rodziny, która się babcią zaopiekowała, miał być wywieziony do Niemiec na roboty. Babcia, w podzęce za opiekę, sama dobrowolnie zgłosiła się jechać do Niemiec w zamian za tego chłopaka. 

Pojechała. W Niemczech było ciężko, bardzo.

Tam spotkali się – babcia i dziadek.

W 44 roku urodził im się synek. Niemka, która odebrała poród – udusiła dziecko od razu.

Rok później urodziła się moja mama, w Magdeburgu. Do tej pory mamy karteczkę, którą do swojej mamy wysłał mój dziadek, żeby powiadomić o narodzeniu dziecka. 

Napisał, że przyszła na świat podczas… (tak kropeczki, bo słowa – bombardowanie – nie mógł napisać).

 Dziadek i babcia, bardzo zdolni w wielu dziedzinach a przecież babcia nie chodziła do żadnej szkoły nigdy, a dziadek tylko przez dwa lata. 

Jednak dziadek potrafił najtrudniejsze zadania matematyczne obliczać piorunem. W głowie, raz dwa i podawał gotowy wynik. Babcia znała kilka języków – wystarczyło, że usłyszała parę zdań w obcym języku a już mówiła jak swoim 🙂

Wieczne odpoczywanie racz im dać Panie… i małemu Leszkowi, któremu nie dane było przeżyć ani dnia…

Po wieeelu latach babcia pojechała do Niemiec, tam gdzie pracowała. Znalazła małą mogiłkę. Dobrzy ludzie, wiedzieli, co to za dziecko, pamietali moich dziadków, dobrze ich wspominali i grobem się zajęli. Ich syn zginął na terenie Polski, mieli nadzieję, ze tutaj ktoś się jego grobem zajmie…

 

ojjjj… daleko odbiegłam myślami od koralikó i drucików 🙁 

Forum Maranciaki – odpoczywa

Króciutko …

Króciutko napiszę.

Ostatnio na naszym Forum był sądny dzień, nalot botów próbujących wedrzeć się na konta użytkowników. Mnóstwo zablokowanych kont itd.

Kto był na forum ostatnio, ten wie.

Nie tylko Maranciaki zalała fala ataków, cierpią również inne fora.

Postanowiłam tymczasowo forum „schować”, nie zamknąć, ale zwyczajnie – ukryć.

Meldunek z placu boju- aktualnie zalogowana 1 osoba- ja i zero gości!!!

Ciekawe ile czasu im zajmie wyszperanie forum…

Jakim cudem ci goście- boty mogły buszować po tematach forum i po profilach użytkowników przy zamkniętym forum dla niezalogowanych, ot zagadka.

Przed chwilą serwer ledwie dyszał, tak był strasznie przeciążony, teraz śmiga i merda ogonem.

Troszkę odpocznie serwer, forum i ja też. Jutro postanowię co dalej robić.

Wybaczcie mi tę decyzję, ale dla dobra forum, dla dobra serwera i dla mojego własnego zdrowia, bo już ostatkiem sił goniłam 🙁

Pozdrawiam wszystkich.

Forum cd.

Najświeższe …

Najświeższe wiadomości z placu boju.

Wczoraj tuż przed 22.00 dostałam maila- treść krótka, ale pocieszająca

„Serwer jest juz online!”

Sprawdziła- faktycznie dostęp przez FTP do serwera już był, jednak maranciaki.pl jeszcze się w przeglądarce nie pojawiły.

Napisałam i dostałam odpowiedź-

„Odswieza sie dnsy i ruszy :)”

Z mojej strony czas odświeżania DNS-ów, to stan samouwielbienia serwera.

Nie wiem, co w tej chwili widzicie po wejściu na maranciaki.pl , ale ja widzę czarujący napis- Apache is functioning normally, który świadczy o tym, że nasz serwer Apache ma się dobrze.

Napisałam dziś rano kolejnego maila, żeby przekazali Apache’owi, że jest cacy i też się cieszę, że on się cieszy, ale, żeby już z tego samouwielbienia wyszedł.

Mam nadzieję, że niedługo forum się pokaże i że będzie pracowało dobrze.

Forum

Dziękuję za …

Dziękuję za sympatyczne komentarze i wszystkie maile- przepraszam, że zalegam z odpowiedziami.

Kontynuacja wspomnień też będzie 😉

Teraz króciutko do wszystkich, którzy się denerwują zniknięciem forum- właśnie się dowiedziałam, że trwa przenoszenie forum.

Trzymajcie kciuki i … do miłego 😉

Na forum wspomniałam o problemachh z pieniędzmi- wszystko się wyjaśniło (zawinił bałagan związany z zawirowaniami wokół LiveNet). Serwer mamy opłacony do 14 lutego 2011 roku.

Reszta już na forum.

Znowu forum- to nie była awaria…

Przepraszam …

Przepraszam wszystkich, którzy się denerwowali i czekali na jakąś informację odnośnie braku dostępu do forum.

Parę słów rano naskrobałam, ale w głupim miejscu- w komentarzu do ostatniego wpisu, przez to mało kto tę notkę zauważył.

Nie dodawałam nowego wpisu, bo czekałam na jakieś konkretne informacje- nie miałam pojęcia co się dzieje z serwerem.

Dopiero przed chwilą, po kolejnym telefonie sprawa się wyjaśniła…

Forum już działa- co było przyczyną jego braku zainteresowani znajdą na forum Tutaj

———————-

Ledwie napisałam posta na forum i tę notatkę tutaj dodała a forum znowu padło. Dzwoniłam- wszystko ok, ale „chyba serwer się zawiesił, zaraz sprawdzimy…”

… za chwile to ja się zawieszę…

Nowy adres forum

Zaczynam od paru słów…

Zaczynam od paru słów do zalądających tutaj użytkowników forum- mamy już własną domenę- maranciaki.pl

Pomimo, że forum jest dostępne jeszcze tymczasowo pod znanym adresem, jednak jest już możliwość wejścia na niego z adresu

http://maranciaki.pl/forum
lub
http://forum.maranciaki.pl

Proszę, korzystajcie już teraz z tych adresów a nie będzie problemów z dostępem do forum gdy przekierują subdomenę z livenet.pl na slaskdatacenter.pl

Proszę też o podmianę linków na Waszych blogach na któryś z tych dwóch powyższych 🙂

Na polu robótkowym mizernie- już dość dawno zrobiona szydełkowa serwetka-

serweta

Średnica- 80cm.

Oraz też dawno wykonana bluzeczka, nigdzie nie pokazywana, bo po pierwsze fotki byle jakie- źle się czułam i nie miałam sił na więcej i lepiej. Po drugie- nie podoba mi się i czeka na poprawki, ot co 😉

bluzka

bluzka

bluzka

bluzka

Forum Maranciaki- będzie nowy adres

Witajcie ludkowie po …

Witajcie ludkowie po przerwie. Dziś króciutki wpis.

Dostałam przed chwilą wiadomość z LiveNet, że z dniem dzisiejszym ulega zmianie domena livenet.pl na slaskdatacenter.pl

Przykre, że poinformowali o tym dopiero dzisiaj- nie miałam szansy uprzedzenia na forum o tej zmianie.

Jednym słowem adres maranta.livenet.pl przestanie istnieć.

W tej chwili dostęp do forum pod starym adresem jest bardzo utrudniony. Gdy tylko przekierują naszą subdomenę i forum będzie dostępne pod nowym adresem od razu tutaj poinformuję.

Postaram się też z forum wysłać korespondencję do wszystkich użytkowników, ale z tym różnie bywa- taka masowa korespondencja często jest blokowana, traktowana jako spam.

Jakby nie było to pnad 5 tysięcy maili 🙁

Znak życia ;)

Przepraszam za tę …

Przepraszam za tę dłuuuuugą ciszę.

Żyję, zdrowie nadal szwankuje a do tego komputer zastrajkował- jeden twardy dysk wyzionął ducha- na szczęście nie był to dysk systemowy, jednak sporo ważnych danych zawierał.

Stanęłam przed dylematem- co robić z tym fantem. Komputer ma 6,5 roku, ten  dysk miał dokładnie tyle samo, drugi, dokupiony pół roku później- też już wiekowy i każdego dnia może przytrafić mu się to samo co tamtemu.

Kupiłam dysk zewnętrzny, kupiłam specjalny mostek do bezpiecznego podłączenia „chorego” dysku- gdybym wsadziła go bez zabezpieczenia mógłby wywołać zwarcie i lawinka poleciałaby i na płytę główną i nie wiadomo na co jeszcze…

Poprzez ten mostek podłączyłam biedaka i próbowałam odzyskać dane, prawie wszystko udało mi się zgrać na dysk zewnętrzny. Z jednej partycji odczyt trwał całe wieki, kilku plików nie udało się uratować, ale te najważniejsze MAM!!!

Żeby było ciekawiej, to później pojawił się problem z siecią, karta sieciowa wywoałał jakiś konflikt, komputer wywalił mi niebieski ekran przed ślipia i… system już się nie uruchomił 🙁

Musiałam z nim walczyć w trybie awaryjnym. Udało się, jednak po tych wszystkich przygodach Windows uruchamiał się około 10 minut i pracował tragicznie.

Zrobiłam nową instalację systemu, niezależną- stary system póki co jeszcze też mam, na wypadek gdybym jeszcze musiała sprawdzić jakąś konfigurację programów itp., ale już pracuję na nowym- programów mam na razie niewiele.

Powoluśku będę wszystko instalowała i konfigurowała.

Nerki tak mi dokuczają, że poza wyrkiem wytrzymuję tylko kilka minut, więc ta cała robota mi nie idzie.

Na polu robótkowym bardzo niewiele zdziałałam. Źle się robi, gdy głowa zajęta czymś innym a na dodatek coś cały czas boli.

Dla odstresowania i dla rozmasowania mózgownicy biorę sobie lapka do wyrka i łamię głowę na Pazylu Bardzo lubię to miejsce 😉

Wrzuciałam tam nawet dwie własne zagadki, ot takie sobie 😉

Żeby nie było, że tak sama proza i żadnych fotek, to pokażę to co zrobiłam- wiadomo same grubaski frywolitkowe 😀

frywolitka

naszyjnik frywolitkowy

kolczyki frywolitkowe

frywolitka

frywolitki

frywolitki

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

naszyjnik frywolitkowy

Dziękuję wszystkim za sympatyczne wpisy, komentarze i wszelkie wyróżnienia- gdy wyjdę już na prostą z moim komputerem, to zrobię dokładny przegląd Waszych blogów, nadrobię zaległości i porozdzielam wyróżnienia 🙂

Przepraszam za brak odpowiedzi z mojej strony na tak wiele maili- stopniowo będę i te zaległości nadrabiała.

Trzymajcie kciuki za moją walkę z komputerem. Zastanawiałam się czy jest sens reanimować i dokładać do staruszka pieniadze czy może lepiej machnąć ręką i coś niezbyt drogiego na raty kupić. Wiadomo, ten już ma swój wiek i w każdej chwili może płyta główna paść a wtedy klęska całkowita, bo takich płyt już nie produkują a z nowymi moje stare podzespoły już nie będą współpracowały.

Jednak zaryzykowałam- jejku jak ja nie lubię zmian, przyzwyczajam się do tego co mam i no… ryzyk fizyk, jeśli będę miała szczęście to jeszcze troszkę mój staruszek pociagnie 😉

… ale dzisiaj wichura za oknem… czuję się jak na statku, chałupa trzeszczy…

Buziaki dla wszystkich cierpliwie zaglądających na mojego zaniedbanego blogaska 🙂

Wymiatanie kurzu czyli przedświąteczne porządki…

Gruba warstwa kurzu …

Gruba warstwa kurzu osiadła na moim blogu, oj gruba. Najwyższa pora wziąć miotłę i hmm… może odlecieć, bo zaległości takie, że nie wiem od której strony za porządki się wziąć 😉

No dobra, odlatywanie na miotle  niech trochę zaczeka, spróbuję najpierw inaczej z miotełką zatańczyć.

 

Zaczynam od podziękowań za wyróżnienia- sporo ich jakoś nagromadziłam i całkiem niezasłużenie.

Dziękuję Violi za takiego guziczka-

Dziękuję Zygfrydowi , Skrzacikowi, Patrycji , Bean i Mordce za

Wyróżnienia przesyłam wszystkim blogowiczom, którzy do mnie zajrzą 🙂

__________________________________________________________________

Mała Sindi z poprzedniego wpisu szczęśliwie znalazła domek.  Nowi właściciele kociaka wspaniale się nim zajęli, przysłali mi również fotki małego urwipołcia 🙂

Sindi od razu odwiedziła weterynarza i… o zgrozo… okazała się chłopakiem :))))

Pierwszy raz zaliczyłam taką wpadkę. Kilkanaście kociaków rozdałam i ani razu się nie pomyliłam. Tym razem od początku nie byłam pewna, czarno pod ogonkiem, skłaniałam się bardziej w stronę dziewuszki, mama potwierdziła, że raczej też panienkę obstawia, no i masz… babo placek 🙁

Na szczęście nowi państwo kociaka nie robili żadnych problemów 😉 Jedynie Sindi mogłaby a raczej mógłby mieć pretensje…

___________________________________________________________________

Wieści z pola robótkowego mam niewiele- nadal raczej się obijam.

Poniżej to co powstało-

frywolitkowy krzyżyk

frywolitkowy krzyżyk

frywolitkowa biżuteria

frywolitkowa biżuteria

frywolitkowa biżuteria

frywolitkowa biżuteria

frywolitkowa biżuteria

frywolitkowa biżuteria

frywolitka

frywolitka

frywolitkowa broszka

broszka

frywolitki

kolczyki

gwiazdka

aniołki

anioł

zakładka

 

Jeśli chodzi o robótki to już wszystko, ot takie drobiażdżki.

________________________________________________________________

Teraz o czymś bardzo miłym i sympatycznym 🙂

Użytkowniczki mojego forum zrobiły mi niesamowitą niespodziankę i przysłały mnóstwo kartek z życzeniami i różnych upominków- sami zobaczcie 🙂

Miałam tyle radochy, że nie potrafię tego wyrazić 🙂

nooooooooooooooo i niestety muszę zakończyć na tych dwóch zdjęciach, bo wykorzystałam limit… mówi się trudno, z tego co wiem, to chyba z niedzieli na poniedziałek powiększają na bloxie przestrzeń życiową, tym, którym jej zabrakło 😉

Zatem do poniedziałku, jeszcze mam sporo fotek do pokazania, ech… te limity 😉

 

Ponieważ pisanie dużo nie waży, więc bloguś udźwignie – mam nadzieję- te skromne życzenia-

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia ślę wszystkim czytającym te słowa najserdeczniejsze życzenia  – zdrowia, pokoju, miłości, radości, szczęścia i wszystkiego, wszystkiego czego sobie sami życzycie!!!

Niech Nowonarodzony Jesus błogosławi!!!

Tutaj powinna być śliczna karteczka… ech blox, blooooox…

Sindi podrzutek

Tym razem nie będzie …

Tym razem nie będzie wpisu robótkowego z bardzo prostej przyczyny- lenię się i nie robię kompletnie nic.

Szydełka, druty, czółenka leżą sobie i zerkają na mnie, chwilami z ciekawością, chwilami z zadumą a chwilami łypią groźnie okiem- trudno niech sobie łypią…

Zacznę od miłego obowiązku a mianowicie od podziękowań za otrzymane wyróżnienia.

Dziękuję serdecznie Gusi za takie śliczne wyróżnienie-

Bea_julla– ślicznie dziękuję za wyróżnienie mojego bloga-

Dziękuję również gorąco AMSAH Aga, sprawiłąś mi ogromną radość swoim wyróżnieniem-

Wyróżnienia postaram się przekazć w kolejnym wpisie kilku wybranym osobom, choć jak zwykle będzie to wybór bardzo trudny.

 

Teraz pora na wyjaśnienia dziwnego tytułu dzisiejszego wpisu.

Sindi podrzutek a może bardziej byłoby trafnie Sindi ogryzek albo niedogryzek…

Czemu Sindi- nie wiem, ot tak mi do głowy wpadło, bo jakoś na toto wołać trzeba.

Czemu ogryzek-niedogryzek, hmm…

Kilka dni temu mama otwiera rano drzwi a tu nasza suczka Cola kładzie przed mamą na progu coś czarnego, małego, strasznie wymemłanego i raczej nieżywego. Położyła toto i było widać co chciała powiedzieć- pani- zabawka się zepsuła…, pani zrób coś… napraw…
Mama w płacz. To małe czarne i prawie bez życia to mały kociaczek.
Sąsiedzka kotka bezpańska, która właściwie należy do sąsiada, ale on ogranicza się jedynie do rzucenia od czasu do czasu jej i innym „swoim” kotom czegoś do jedzenia- więc ta kotka, Penelopa urodziła 1 września kociaki. Przeżyło jedno z tych kociąt. Dokarmialiśmy je, zrobiliśmy prowizoryczną budkę, żeby choć trochę osłonić przed deszczem i zimnem.
Widocznie w nocy kociak wyszedł za ogrodzenie i spotkał się z Colą, która uwielbia koty, troszczy się o nie na swój sposób jednak jest duża, silna i z takim maluszkiem przedobrzyła 🙁

Kociak przez cały dzień leżał, spał koło kaloryfera, nie jadł, widać było, ze zmarznięty, wymęczony i obolały.

Większych obrażeń na szczęście nie odniósł. Na następny dzień wstał jakby nigdy nic, chętnie sobie podjadł, sam trafił do kuwetki a popołudniu już zaczął brykać.

Kilka razy na dzień wpuszczamy do niego matkę- Penelopę. Ona go domyła, dokarmiła.

W tej chwili maluch już jest pełen zycia, bawi się, dokazuje.

Maluch to dziewczynka- Sindi.

W domu mam dwa koty własne- Dyzio bardzo przyjacielsko nastawiony do dziecka oraz Kizia, która patrzy na malucha z mordem w oczach i jak tylko się zbliży to syczy. Musimy kociaka izolować.

Przyjąć na stałe kolejnego kota niestety nie możemy. Jeśli nie znajdzie się jakaś dobra dusza, która mogłaby biedulkę przygarnąć, to czeka ją nieciekawy los- dołączy do gromady bezpańskich, sąsiedzkich kotów.

Szukam więc dobrej duszy- może ktoś przygarnie tę pełną życia iskierkę…

Poniżej kilka fotek oraz filmik z zabawy malucha z Penelopą.

Dyzio i Penelopa z dzieckiem

Dyzio, penelopa, sindi

Polowanie na wujka- Generała Pupczyka

Tyle odnośnie małej Sindi. Chciałabym bardzo, żeby znalazła swój własny dom.
Kociak nie ma żadnych szczepień, nie został też odrobaczony.
Mam nadzieję, że jego porzyszły właściciel zatroszczy się o malucha.

Ja niestety więcej zrobić nie mogę.

Dodam jeszcze, że Sindi jest bardzo bystra i ambitna, lubi postawić na swoim, uwielbia się bawić i jest bardzo czysta.

Skoro już tak wdepnęłam w okoliczności przyrody, to podrzucę mojego Dyzia śpiącego w ulubionej pozycji-

A na koniec anturium, które zaszalało i wypuściło kwiata- bliźniaka :)))

anturium

anturium

anturium

a tu jeszcze takie-

Jak przyroda, to przyroda- zza firanki cosik takiego się wyłania (fotka robiona przez firankę)-

Proszę, pomóżcie znaleźć dom dla małej Sindi.
Kociak do odbioru w Gdyni.

Coś wypada skrobnąć, coś pokazać…

Czas pędzi, zdrowia …

Czas pędzi, zdrowia brak, humoru brak, więc i wpisów na blogu brak 🙁

Dziękuję wszystkim, którzy się o mnie martwili, dziękuję tym, którzy pamiętają i wspierają modlitwą i dobrym słowem.

Troszkę prac przez ten okres powstało, choć gdy nastrój do bani, to człowiek wszystko robi tak wbrew samemu sobie i nawet to co zwykle jest przyjemnością- męczy.

Dość marudzenia. Zacznę dzisiaj tak bardzo nietypowo, z przymróżeniem oka 😉

Tata kupił preparat do lutowania, ot taki-

płyn

Butelka poddana dokładniejszym oględzinom tak się prezentuje –

wódka starogardzka

taaaa polska wódka Starogardzka…

dalej jest jeszcze ciekawiej-

pojemność-

starogardzka

250 jakby na 260 przerobione, no ale ciekawe jak się te 250-260ml zmieściło w butelce, która ma…

dobre jeszcze jest i to-

Po tym wszystkim sądząc nie zdziwiłoby mnie wcale gdyby ten preparat do lutowania okazał się płynem przeciw pchłom albo na łupież :)))

 

Teraz już wracam do moich zaległości robótkowych.

Na początek frywolitki-

Swarovski wpleciony tradycyjnie w grubasy-

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

 

frywolitka

i skromniutko- obróżka z krzyżykiem i bardzo szeroka bransoletka- wszystko bez żadnych koralików-

frywolitka

frywolitka

frywolitka

frywolitka

Pora na zaległości i nowości szydełkowe-

zwariowana bluzeczka, która czeka na przeróbkę dołu, miałam pomysł na górę, na dół już kompletnie żadnego i wyszło jak wyszło- zębiska są raczej do sprucia-

bluzka

bluzka

bluzka

bluzka

Od czasu gdy robiłam te fotki schudłam 6 kg- dziś się zważyłam…, nie ma to jak nerwy i choroba- dieta cud 😉

Następna w kolejce- spódniczka ananaskowa. Robiłam ją z resztki włóczki, z której powstała sukienka dla mamy.

Cudem starczyło na spódnicę długości 90cm- czyli jak dla mnie prawie do kostek 😉

Ananaska jak to ananaska- powstała szybko i robiło się ją przyjemnie. Jedynie im bliżej końca tym większy niepokój- na ile starczy tych nici.

Robiłam szydełkiem 3mm i wyszło ok 40 dag (dokładnie nie powieml, bo waga kuchenna zaczęła mi szwankować i raz pokazywała 38 raz 46 dag- trzeba na gwałt nową kupić).

spódnica

spódnica

spódnica

spódnica

spodnica

Do zrobienia tej spódnicy wykorzystałam wzorek z tej bluzki-

W końcu przyszła pora na druty.

Machnęłam taką oto dziwną narzutkę- taka miała być, więc taka jest. Góra to splecione trzy „szaliczki” zrobione różnymi wzorami.

narzutka

narzutka

narzutka

narzutka

Chyba już dobrnęłam do końca, ciekawe czy ktoś miał też cierpliwość zabrnąć aż tak daleko 🙂

Jeśli tak, to pokażę jeszcze co mnie wkurzyło, co rozśmieszyło i coś do powąchania- czyli troszkę przyrody 😉

Wkurzające jest to-

Jedyne co mogę zrobić, to wymienić ziemię w tym anturium- ziemia kupowana w sklepie ogrodniczym, mam ją też w innych doniczkach ale „tylko” w dwóch mam tak obfite i regularne grzybobranie 🙁

Coś śmiesznego upolowała mama wśród kartofli-

kartofel

Coś do powąchania… noooo oczywiście jaśmin w doniczce 🙂

Teraz po takim wpisie nie pozostaje chyba nic innego jak zamilknąć na kolejny miesiąc 😉

Dziękuję jeszcze raz za wszystkie pozostawione komentarze.

Przepraszam też wszystkich, którzy czekają na odpowiedzi na swoje maile- mam spore zaległości 🙁

Skończona spódnica i nie tylko…

Niektórzy już …

Niektórzy już widzieli fotki gotowej spódnicy inni jeszcze nie, więc teraz mają okazję.

Dała mi ona popalić, ale cieszę się, że udało mi się dobrnąć do końca.

Po przygodzie z innym odcieniem dokupionej włóczki straciłam zapał do tej spódnicy.

Poza tym robiłam ją akurat w najgorsze upały i zapewniem, ze siedzenie pod takim kawałem dzianiny plus ciągnących się 10 kłębków a wszystko na drucie z żyłką nie było przyjemne.

Fotki spódnicy na płasko na świeżo wypucowanym dywanie 😉

spódnica

spódnica

spódnica

spódnica

spódnica

Cieszę się, bo nowa Właścicielka napisała mi, że jest zadowolona.

Ja mam tylko obawy, że ta spódnica będzie się bardzo naciągała pod wpływem własnego ciężaru- poszedł na nią prawie kilogram włóczki 🙁

Robiłam ją baaaardzo długo.

Tymczasem teraz w dosłownie dwa dni ulęgła mi się szydełkowa sukieneczka.

Włoczka mięciutka w srebrnym kolorze. Nie wiem jaka, bo z odzysku.

Z sukieneczki jestem zadowolona, może figura nie taka jaka być powinna- dołem jest mnie zdecydowanie za dużo, jednak do sukienki zastrzeżeń nie mam. Tylko jedno- zmiana szydełka na grubsze z 4mm na 5mm (nie wiem co mnie podkusiło) wypadła akurat w miejscu, gdzie jestem najszersza… Mówi się trudno.

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

sukienka

a na koniec powtóreczki frywolne 😉

frywolitka

frywolitka

opale

frywolitka

frywolitka

kolczyki

Na koniec miły obowiązek- bardzo dziękuję enigmie4545 za wyróżnienie mojego bloga  za- jak napisała- ciekawe pomysły, kreatywność i inspiracje 🙂

Dziękuję 🙂

Znowu mam problem jakie blogi wybrać, bo jest za dużo tych zasługującyc na wyróżnienie…

I śmiesznie i nostalgicznie i…

Dzisiejszy wpis …

Dzisiejszy wpis zacznę od miłego obowiązku podziękowania za otrzymane wyróżnienia 🙂

Tym razem otrzymałam dwa jednakowe wyróżnienia serduszkowe od Alicji11 oraz od Frezji – dziękuję ślicznie za to wyróżnienie- niespodziankę

Znowu mam problem komu te śliczne serducha przekazać-

Wszyscy, do których zaglądam zasługują na to wyróżnienie, więc przekazuję je wszystkim moim blogowym przyjaciołom, bo naprawdę nie potrafię dokonać wyboru 🙂

Wracając do tytułu- śmiesznie…

Może nie dla wszystkich śmiesznie, ja jednak uśmiałam się zdrowo 😉

Wczoraj moja mama kupiła sobie w Lidlu ni mniej ni więcej tylko produkt o wdzięcznej nazwie- żenska spalna srajca :))))

Jest to chyba słoweński odpowiednik naszej koszuli nocnej-

Może i nie wypada, ale nic na to nie poradzę, że ujrzawszy ten napis o mało nie zadławiłam się pałaszowanymi chipsami 🙂

Nie mam 100% pewności czy SI to faktycznie słoweński, ale chyba raczej nie słowacki, bo w tym wypadku stawiam na skrót SK. W każdym razie co by nie było, to jest i śmiesznie i … mimo wszystko sympatycznie 🙂

Horwacka spavaćica też jest słodka.

Nostalgicznie… no właśnie te pałaszowane chipsy tak mnie nastroiły jakoś.

Pamiętam pierwsze kupione chipsy.

Mama była w naszym Super Sam-ie (a było to już około 20 lat temu) i zobaczyła tam tajemnicze opakowania z jakimiś cieniuśkimi talarkami i równie tajemniczym napisem- Chipsy.
Wzięła toto do ręki zastanawiając się czy zaryzykować zakup gdy jakaś klientka z boku powiedziała, ze próbowała i że dobre 🙂
W ten oto sposób pojawiły się w naszym domu pierwsze chipsy produkcji holenderskiej.
Przepyszne!!!
Do dziś pamiętam ich smak, cieniusieńkie, prawie przezroczyste olbrzymie płatki. Pamiętam mniej więcej wygląd opakowania. Jakiś ludzik i przezroczyste okienko, przez które wyglądały chipsy przyprawiając o patrzącego o kapanie ślinki 🙂

Później pojawiły się chipsy belgijskie, różne smaki, też cieniutkie, delikatne, też pyszne, choć troszkę ustępowały tym holenderskim.

Holenderskie dość szybko zniknęły z naszych sklepów i już nigdy się nie pojawiły ich miejsce na dobre zajęły te belgijskie.

Później i one zniknęły i pojawiły się grube, przeraźliwie tłuste i ciężkostrawne chipsy z Niemiec, bleee, po pysznych poprzednikach pozostało tylko wspomnienie 🙁

Przeminęły czasy i tej serii, pojawiły się nasze rodzime przeróżne.

Dzisiaj jest tego mnóstwo… lepsze, gorsze… a ja wzdycham do tych pierwszych z Holandii, z Belgii…

Pamiętam też w tym okresie były w sklepach pyszne soki holenderskie zwały się – Christine.

Później rozpętała się jakaś nagonka, że niby niezdrowe. Ile w tym prawdy- nie znaju, ja je lubiłam i już i wspomnienie smaku telepie mi się po języku.

To wszystko było tak niedawno, dopiero co się pojawiło przecież… kurcze ładne dopiero co… z dwadzieścia lat już upłynęło.

W tym samym okresie pojawiła się biała czekolada, ale nigdy jej nie polubiłam jakoś.

Pamiętam też jak w Gdyni powstała pierwsza pizzeria 🙂

To jeszcze wcześniejsze czasy, ale też wydaje się jakby to było niedawno.

Dla mnie to już nie była nowość, bo pół roku wcześniej natknęłam się na coś tak tajemniczego jak pizza w Tarnowie, ależ to było pyszne, niech się dzisiejsze pizze schowają 🙂

Pizza zadomowiła się na dobre.

Czemu jednak poznikały z naszych domów swojskie i dobrze znane widoki, np. mleko nastawione na zsiadłe???

Konia z rzędem temu, kto z dzisiejszego mleka uzyska nadające się do picia zsiadłe mleko.

Bez sztuczek w stylu dodania do mleka kefiru itp.

Nawet jeśli uda się coś na kształt kwaśnego mleka uzyskać, to będzie to piekielnie gorzkie i w sumie nie wiadomo co…

Tęsknię za własnym twarożkiem, za serwatką. Kupne zsiadłe mleko mądrze podpisane jako acidofilne, ech… gdyby to krowa zobaczyła i powąchała, to za skarby by się nie przyznała, że ma z tym wytworem cokolwiek wspólnego.

Tęsknię za normalnymi wędlinami, za pieczywem bez polepszaczy i za niezdrowymi holenderskimi chipsami 🙂

Nie wiem co mnie tak zniosło, zapewniem, że głodna nie jestem 🙂

aaaaa jeszcze tęsknie do czasów gdy na pomidora się czekało i nowalijki, to były nowalijki 🙂

——

Bluzeczka jeszcze nie jest gotowa, zostały rękawy.

Tymczasem mam takie drobiażdżki, choć wątpię czy tak daleko ktoś zdoła dotrzeć 😉 –

frywolitka

frywolitka

frywolitkowy krzyżyk

krzyż frywolitkowy

 

Świątecznie, ale niezbyt wesoło

Dzisiaj przede …

Dzisiaj przede wszystkim śpieszę złożyć życzenia Wielkanocne wszystkim stałym bywalcom mojego bloga jak również tym, którzy zaglądają tu sporadycznie, oraz tym, którzy być może zajrzą przez przypadek-

Błogosławionych, spokojnych, radosnych, ciepłych, kolorowych, niezapomnianych, rodzinnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!!!

Niech Jezus zrzuci z nas wszelkie kamienie, które nas przygniatają, niech obdarzy szczęściem i spokojem jak Magdalenę, która chwilę wcześniej Go opłakiwała a chwilę potem miała swojego Mistrza żywego przed sobą.

Niech pomoże zadumać się nad pustym grobem i nad wielkim cudem, który się tam wówczas dokonał a który trwa na wieki.

Ja mały człowieczek nie rozumiem cierpienia i… nie chcę rozumieć, ja chcę widzieć wyłącznie Zmartwychwstanie i radość i szczęście… i że już nigdy więcej- zadnych problemów, kłopotów, chorób… już tylko dobrze i zawsze dobrze i tego samego wszystkim Wam życzę!!!

wielkanoc

Raportu robótkowego nie będzie jeszcze. Moje drutowanie nie posunęło się zbytnio do przodu.

Wiadomo… znowu zdrowie…

Wczoraj był dzień samych atrakcji, najpierw rozbolało prawie wszystko co tylko mogło, potem jakaś senność mnie wzięła, ot kilkanaście minut drzemki a potem to już było istne wariactwo 🙁

Obudziłam się i za chwilę wzrok zaczął szwankować, najpierw przestałam widzieć centralnie, za chwilę dołączyła się cała prawa połowa pola widzenia. Trwało to około pół godziny, zakończyło się piekielnymi błyskami po prawej stronie i jako tako wróciło do normy… do mojej normy, bo ubytki w polu widzenia to już niestety mam od lat na stałe 🙁

Wiadomo co dalej- znowu strach, czy to "tylko" naczyniowe czy może coś poważniejszego.
Następne w kolei dołączyły się jakieś dziwne problemy z pamięcią, gapiłam się na przedmioty dookoła i za nic nie mogłam sobie przypomnieć jak się zwą…, trwało to też tylko kilka minut, ale ze strachu mało nie oszalałam, okropnie nieprzyjemne jest takie uczucie pustki w głowie 🙁

Potem zawroty głowy, nie takie straszne jak nieraz miewam, ale przyjemne wcale nie…

Do wieczora i w sumie do dzisiaj jakieś potworne osłabienie, jak wstaję, to ucisk za mostkiem do szyi, jak leżę, to dla większej chyba rozrywki boli mnie żyła w łydce…

Dzisiaj to już tylko jestem osłabiona i jakaś oszołomiona i bardzo, bardzo smutna, już nawet nie chce mi się bać 🙁

Do tego od czasu przeziębienia cały czas mnie narywa nerw trójdzielny w okolicach oczodołu.

Ogólnie mam dosyć. Ledwie po przeziębieniu doszłam do siebie a tu takie wariactwa.

Nienawidzę tych migren czy co to tam jest, nie cierpię zawrotów, które w moim wypadku są oporne na wszelkie leki… 

Ból jakoś można znieść ale te wszystkie dodatki, to jakiś koszmar 🙁

No, to się wyżaliłam, przepraszam… gdyby nie to, ze chciałam tutaj wpisać życzenia, to siedziałabym dzisiaj cicho a tak, to wylałam wszystko… no prawie wszystko 🙁

Smutno mi.

Niczego mi nie brakuje i nigdy nie brakowało poza zdrowiem moim i najbliższych, widocznie tak mi już jest pisane.

Kiedyś miałam jeszcze nadzieję, choć lekarze już wieki temu kazali mi chorobę… polubić.

Teraz już i te mizerne szczątki nadziei we mnie zdychają.

Jedynie moje zielone stworki starają się mnie pocieszyć jak mogą, tylko, ze mam coraz mniej siły, zeby się nimi zajmować…

anturium

aeschynanthus

za to skrzydłokwiat się na mnie obraził… tyłem do mnie, tyłem do pokoju i w ogóle jest na "nie"

skrzydłokwiat