Wzór norweski? Czemu nie :)

Ano właśnie, …

Ano właśnie, zachciało mi się sweterka wykonanego wzorem norweskim. Poszperałam i wybór mój padł na wzór z Dropsa.

Na sweter zużyłam 7 motków Elian Klasik. Akryl, ale miły no i w tej chwili ważna była dla mnie również przystępna cena. 

Z tego co powstało jestem zadowolona 🙂

sweter wzór norweski

sweter wzór norweski

sweter wzór norweski

Typowo norweskich wzorów nigdy nie robiłam ale kiedyś sporo żakardowych sweterków dziergałam.

Najgorzej wspominam takie swetrzysko –

sweter

Pamiętacie epokę wielkich moherowych swetrów? 

Nie zapomnę dziergania tego cudaka w lecące łabędzie – mnóstwo kłębuszków na mnie (każdy motyw robiłam osobnym kłębkiem) i do tego te fruwające kłaki moheru na mnie i dokoła mnie brrrrr…. Kłaczki były takie wkurzające, że w gotowym swetrze dorobiłam podszewkę.

Na dowód, że to faktycznie łabędzie w czterech kolorach –

sweter

Niezbyt mile wspominam również taką pstrokaciznę –

sweter

Miejscami też był moher, miejscami wzór ryżowy.

O dziwo, takie swetry dość szybko powstawały, bo jak się już zagrzebałam pod kłębkami, to wolałam się spod nich nie ruszać, więc siedziałam pod nimi i dłubałam godzinami. 

Każde wygramolenie się spod kłębków kończyło się niezłym galimatiasem i poplątanymi nićmi :S

Ten też wielgaśny, obszerny, ale robota była zdecydowanie przyjemniejsza –

sweter

Za to taką wstaweczkę robiło się bardzo przyjemnie 🙂

sweter

A Murzynkę to już dziergałam z przyjemnością i uśmiechem na twarzy 😀

sweter

Jednak to są rzeczy, których fotki mam, a powstało bardzo dużo takich, które rozeszły się po sąsiadach, po rodzinie i pozostał jedynie ślad w pamięci.

Początkowo wrabiane wzory robiłam tylko szydełkiem, bo niestety na drutach nauczyłam się robić później. Nigdy nie zapomnę 50 kamizelek zamówionych przez jakiegoś Niemca.
Szydełkiem, robione w całości i zszywane tylko na ramionach.

Ta całość wyglądała hmm… dołem woda, na wodzie wyspa (prawie w całości na plecach i częściowo na jednym boku), na wyspie palma nad tym wszystkim niebo z chmurkami…

Ogólnie masakra, po zrobieniu dziesiątej kamizelki było mi już niedobrze. Po każdej kolejnej wyć mi się chciało.

Dobrze, że to szydełkowe było i szybko rosło, no i rękawów nie miało. 

Ale dzięki temu Niemcowi miałam okazję zapoznać się z włóczkami o jakich mi się nawet nie śniło w tamtych czasach.

Teraz siedzę zagrzebana w koralikach, ale to tylko powtórki bransoletek, które już pokazywałam niedawno.

Zrobiłam też takie kolczyczki –

kolczyki frywolitkowe

Po świętach wracam do norweskich swetrów, mam zamówienie na dwa takie same jak ten mój pokazany na początku tego wpisu.

Pomarudziłam, powspominałam, to teraz zmykam 🙂

Dziękuję za odwiedziny i komentarze. 

Znowu mam problemy z zamieszczaniem komentarzy na blogach, gdy wybieram konto Google, to otrzymuję jakieś dziwaczne komunikaty.